Kiedy iść do psychologa? Przestań czekać na dno
Większość ludzi trafia do gabinetu psychologa wtedy, gdy już ledwo oddychają. Dosłownie i w przenośni. Czekają, aż wszystko się posypie, aż relacja umrze śmiercią naturalną, aż praca stanie się nieznośna, aż sen przestanie przynosić odpoczynek. Czekają na moment, w którym nie będą mieli już innego wyjścia.
Dobra, powiem wprost: nie trzeba czekać na dno, żeby zacząć szukać pomocy. Gabinet psychologa to nie izba przyjęć dla umierających. To miejsce, do którego chodzi się po to, żeby żyć lepiej - nie tylko po to, żeby przeżyć.
Znam to na pamięć. Siadam naprzeciwko kogoś i po kilku minutach słyszę: „Właściwie to nie wiem, czy mój problem jest wystarczająco poważny, żeby tu przychodzić." Tę frazę słyszałem setki razy. Od prezesów firm, od mam na urlopie macierzyńskim, od nastolatków, od emerytów.
Gdybyś miał ból zęba, który nie daje ci spać od tygodnia, też zastanawiałbyś się, czy to wystarczający powód, żeby iść do dentysty?
Skąd się bierze ten mit? Z kilku miejsc jednocześnie. Po pierwsze, z kultury, w której ból psychiczny jest traktowany jako słabość, a nie jako sygnał. Po drugie, z porównywania się z innymi - „inni mają gorzej, to co ja narzekam." Po trzecie, z fałszywego przekonania, że psycholog jest od „przypadków klinicznych", a nie od normalnych ludzi z normalnym życiem, które po prostu przestało działać.
Wystarczająco poważny powód istnieje wtedy, gdy coś przeszkadza ci żyć tak, jak chcesz żyć. Koniec, kropka. Nie potrzebujesz diagnozy, zaświadczenia od lekarza ani potwierdzenia, że jesteś wystarczająco nieszczęśliwy.
Powiem ci o konkretnych sytuacjach. Nie po to, żeby cię przestraszyć, lecz po to, żebyś wiedział, co obserwować u siebie.
Jeśli od kilku tygodni nie możesz zasnąć, budzisz się o trzeciej w nocy z sercem bijącym jak dzwon, albo odwrotnie - śpisz dwanaście godzin i wstajesz rozbity - twój układ nerwowy sygnalizuje przeciążenie. Podobnie z jedzeniem. Napychasz się jedzeniem, bo to jedyna chwila, kiedy czujesz ulgę? Albo zapominasz o posiłkach, bo po prostu nie czujesz głodu? To nie są „drobnostki do ogarnięcia samemu".
Pamiętam pacjenta - nazwijmy go Marek - który trafił do mnie po tym, jak żona postawiła mu ultimatum. Marek był dyrektorem dużej firmy, zarządzał kilkudziesięcioma ludźmi, był „twardzielem". Przez dwa lata coraz bardziej zamykał się w sobie w domu. Przestał rozmawiać z żoną, unikał dzieci, wieczorami siedział przed telewizorem, lecz tak naprawdę nigdzie nie był. Mówił mi potem: „Myślałem, że to tylko zmęczenie, że to minie." Nie minęło. Prawie stracił rodzinę, zanim się obudził.
Jeśli osoby, które kochasz, mówią ci, że jesteś „nieobecny", drażliwy, że zmieniłeś się na gorsze - nie odrzucaj tego jako ich problem. To może być twój sygnał.
Ruminacja - czyli nawracające, niekontrolowane myśli - to coś, z czym gabinety psychologiczne są pełne. Jeśli leżysz w łóżku i w głowie kręci ci się ta sama scena z pracy, ta sama kłótnia, ten sam błąd sprzed pięciu lat - i nie potrafisz tego zatrzymać - to jest sygnał, że twój umysł potrzebuje wsparcia w przetworzeniu tego, co go przeciąża.
Nie mówię tu od razu o uzależnieniu. Mówię o wzorcu. Jeśli po trudnym dniu sięgasz po kieliszek „żeby się odprężyć" i jest to codzienny rytuał - zastanów się, przed czym tak naprawdę uciekasz. Jeśli przeglądanie mediów społecznościowych zajmuje ci trzy godziny dziennie i robisz to kompulsywnie, bez satysfakcji - to nie jest hobby. To regulowanie emocji przez unikanie.
Tutaj nie ma miejsca na subtelność. Jeśli masz myśli o tym, że chciałbyś nie istnieć, że byłoby lepiej bez ciebie, że chciałbyś zasnąć i się nie obudzić - to jest sygnał wymagający natychmiastowej reakcji. Nie jutro, nie „jak będę miał czas". Teraz. Zadzwoń na Telefon Zaufania dla Dorosłych: 116 123. Idź do psychiatry. Idź na izbę przyjęć, jeśli trzeba.
To pytanie pojawia się bardzo często i rozumiem skąd. W Polsce te dwa zawody są często mylone, a różnica jest istotna.
Psycholog to osoba z wyższym wykształceniem psychologicznym. Prowadzi rozmowy, diagnozuje psychologicznie, stosuje różne formy terapii. Nie wypisuje leków.
Psychiatra to lekarz medycyny ze specjalizacją psychiatryczną. Może diagnozować zaburzenia psychiczne, wypisywać leki i kierować na hospitalizację. Może też prowadzić psychoterapię, jeśli ma odpowiednie przeszkolenie.
Psychoterapeuta to ktoś, kto ukończył wieloletnie szkolenie psychoterapeutyczne (najczęściej minimum 4 lata) i prowadzi psychoterapię. Może być psychologiem, psychiatrą, lecz też pedagogiem czy socjologiem - o ile skończył akredytowany kurs terapeutyczny.
Praktyczna zasada: zacznij od psychologa lub psychoterapeuty. Jeśli w trakcie diagnozy okaże się, że potrzebujesz leczenia farmakologicznego - zostaniesz skierowany do psychiatry. Nie ma w tym nic strasznego ani wstydliwego.
Tutaj pozwolę sobie na odrobinę szczerości, której nie zawsze się oczekuje od psychologa: nie każdy psycholog jest dobry dla każdego pacjenta. Trafienie do gabinetu nie oznacza automatycznej pomocy.
Na co zwracać uwagę:
Kiedy zmienić terapeutę? Jeśli po kilku miesiącach regularnej pracy nie widzisz żadnej zmiany, nie czujesz się bezpiecznie w relacji terapeutycznej, albo terapeuta przekracza granice (na przykład nawiązuje z tobą relację towarzyską, opowiada o sobie więcej niż o tobie) - masz pełne prawo odejść i szukać kogoś innego.
Jedna z kobiet, z którą pracowałem, przez dwa lata chodziła do terapeuty, u którego czuła się oceniana. Bała się zmienić, bo myślała, że to jej wina, że terapia nie działa. Kiedy w końcu trafiła do kogoś innego, po trzech miesiącach mówiła, że wreszcie rozumie, jak ta praca powinna wyglądać.
Słyszę czasem: „Mam dobrego przyjaciela, po co mi psycholog?" Rozumiem tę logikę. Przyjaciel zna cię, nie ocenia, jest dostępny o każdej porze. Tyle że przyjaźń i terapia to dwie fundamentalnie różne relacje.
Przyjaciel jest zaangażowany emocjonalnie. Chce, żebyś był szczęśliwy, co oznacza, że często mówi to, co chcesz usłyszeć, a nie to, co powinieneś. Dobry terapeuta nie ma takiego problemu. Jego zadaniem jest być po twojej stronie, lecz nie oznacza to, że zawsze będzie ci przytakiwał.
Poza tym relacja terapeutyczna sama w sobie jest narzędziem. To, jak wchodzisz w kontakt z terapeutą, jak reagujesz na konflikty, jak budujesz lub sabotajesz zaufanie - to wszystko jest materiałem do pracy. Z przyjacielem tak nie działasz.
To nie jest argument przeciwko przyjaźni. To argument za tym, żeby nie zastępować jednej drugą.
Jeśli po przeczytaniu tego tekstu czujesz, że coś cię dotyczy - nie odwlekaj tego na „kiedyś". Oto kilka konkretnych kroków:
I najważniejsze: nie czekaj, aż poczujesz się „wystarczająco źle". Moment, w którym iść do psychologa, jest właśnie teraz - kiedy jeszcze masz zasoby, żeby pracować.
Mógłbym teraz zacytować badania o tym, ile procent Polaków cierpi na zaburzenia lękowe lub depresję, ile osób nigdy nie trafia po pomoc i jak to przekłada się na koszty społeczne. Te liczby są wstrząsające - i jednocześnie zupełnie abstrakcyjne, kiedy siedzisz sam ze swoim problemem.
Dlatego nie będę tego robił.
Zamiast tego powiem ci jedno: nie spotkałem nikogo, kto po zakończeniu dobrej terapii powiedział: „Szkoda, że to zrobiłem." Spotkałem za to mnóstwo osób, które mówiły: „Żałuję, że tak długo czekałem."
Nie musisz być w kryzysie, żeby zadbać o swoje zdrowie psychiczne. Nie musisz zasłużyć na pomoc. Nie musisz czekać na zgodę rodziny ani upewniać się, że twój problem jest „wystarczająco poważny".
Wystarczy, że chcesz żyć lepiej. To już jest powód.
Umów się. Teraz.