Syndrom oszusta: dlaczego czujesz się jak hochsztapler i co z tym zrobić
Siedzisz na spotkaniu i czujesz, jak pot spływa Ci po plecach. Za chwilę ktoś zauważy, że tak naprawdę nie masz pojęcia, o czym mówisz. Że jesteś tu przez pomyłkę. Że to kwestia czasu, kiedy ktoś wytnie Cię palcem i powie: "Hej, ten typ nas oszukuje!"
Znasz to uczucie? Gratulacje. Masz syndrom oszusta. I wbrew temu, co możesz myśleć, nie jesteś sam. Przez ostatnie 18 lat pracy z ludźmi biznesu słyszałem to setki razy. Od prezesów firm, od odnoszących sukcesy przedsiębiorców, od wykładowców uniwersyteckich. Od ludzi, którzy obiektywnie są na szczycie swojej gry.
Psycholodzy Pauline Clance i Suzanne Imes nazwały to zjawisko w 1978 roku. Odkryły, że wielu odnoszących sukcesy ludzi - szczególnie kobiet - nie potrafi zinternalizować swoich osiągnięć. Zamiast tego przypisują swoje sukcesy szczęściu, pomyłce lub oszukaniu innych.
im bardziej jesteś kompetentny, tym bardziej zdajesz sobie sprawę z tego, czego nie wiesz. To paradoks: ignorant myśli, że wie wszystko, a ekspert czuje się jak hochsztapler.
Zacznijmy od fundamentu. Syndrom oszusta to nie choroba. To nie zaburzenie psychiczne. To mechanizm obronny Twojego mózgu, który próbuje Cię chronić przed porażką.
Twój mózg myśli tak: jeśli uwierzysz, że jesteś dobry, a potem zawiedziesz - będzie bolało. Więc woli trzymać Cię w niepewności. "Nie myśl, że jesteś taki świetny. W ten sposób, jak coś pójdzie nie tak, przynajmniej się nie zaskoczysz."
Problem w tym, że ten mechanizm był przydatny, kiedy byliśmy myśliwymi-zbieraczami. Nadmierna pewność siebie mogła prowadzić do śmierci. Dziś? Prowadzi tylko do sabotowania własnej kariery.
Z mojego doświadczenia wynika, że syndrom oszusta najczęściej dotyka ludzi w kilku sytuacjach:
Pamiętam Martę - klientkę, która przyszła do mnie po tym, jak dostała propozycję objęcia stanowiska dyrektora w międzynarodowej korporacji. Pierwsza rzecz, którą mi powiedziała? "Myślą, że jestem lepsza niż jestem w rzeczywistości."
Marta miała dwa magisteria, 12 lat doświadczenia w branży i rekomendacje od trzech osób na najwyższych stanowiskach. Obiektywnie była idealną kandydatką. Subiektywnie? Czuła się jak oszustka, która za chwilę zostanie zdemaskowana.
Możesz myśleć: "No dobra, czuję się czasem jak oszust, no i co z tego?" Z tego, że to nie jest neutralne uczucie, które sobie po prostu istnieje w tle. To aktywny sabotażysta Twojego życia.
Po pierwsze, unikasz wyzwań. Nie aplikujesz na lepszą posadę, bo "jeszcze nie jesteś gotowy". Nie podniesiesz swoich stawek, bo "przecież to nie są aż takie pieniądze warte". Nie zabierasz głosu na spotkaniu, bo "pewnie ktoś inny to już wie".
Po drugie, przepracowujesz się. Skoro czujesz, że nie jesteś wystarczająco dobry, to pracujesz dwa razy ciężej, żeby "nadrobić" ten brak. Zostajesz w pracy do późna. Sprawdzasz wszystko po trzy razy. Nie możesz delegować, bo "nikt nie zrobi tego tak dobrze". Brzmi znajomo?
Po trzecie, niszczysz swoje relacje. Nie potrafisz przyjąć komplementu. Kiedy ktoś mówi "Świetna robota!", odpowiadasz "To nic takiego" albo "Miałem szczęście". Minimalizujesz swoje osiągnięcia. I w ten sposób uczysz ludzi, żeby Cię nie doceniali.
Po czwarte - i to jest najbardziej podstępne - sabotażujesz swoje sukcesy. Znasz powiedzenie "sukces ma wielu ojców, porażka jest sierotą"? U ludzi z syndromem oszusta jest odwrotnie. Sukces? To przypadek. Porażka? To prawdziwa Ty.
Prowadziłem kiedyś warsztat dla grupy przedsiębiorców. Poprosiłem ich, żeby napisali swoje największe osiągnięcie z ostatniego roku. Potem - żeby opisali, dlaczego to osiągnęli. 80% odpowiedzi zawierało słowa: szczęście, przypadek, timing, pomoc innych. Prawie nikt nie napisał: bo jestem dobry w tym, co robię.
Pytanie nie brzmi: czy masz syndrom oszusta. Pytanie brzmi: jak bardzo pozwalasz mu sobą rządzić.
Słyszałeś pewnie standardowe porady: "Uwierz w siebie!", "Myśl pozytywnie!", "Pamiętaj o swoich sukcesach!"
I jak? Pomogło?
Nie. Bo to są rady oparte na złożeniu, że problem leży w Twoim myśleniu. Że jeśli tylko zmienisz sposób myślenia, uczucia się zmienią same. To rzadko działa, ponieważ idziesz pod prąd ewolucji.
Twój mózg nie jest zaprojektowany do szczęścia. Jest zaprojektowany do przetrwania. I mechanizmy przetrwania mówią: lepiej się nie wystawiać, lepiej nie ryzykować, lepiej siedzieć cicho.
Więc kiedy próbujesz sobie wmówić "Jestem wspaniały!", głęboko w środku mały głos mówi: "Jasne, jasne. Zaczekaj, aż coś schrzanisz."
Przez lata obserwowałem, co faktycznie działa, a co jest tylko pseudopsychologicznym pustosłowiem. I rzeczy, które działają, nie są przyjemne ani łatwe. Są za to skuteczne.
Przestań walczyć z uczuciem, zacznij działać mimo niego
Pierwszy i najważniejszy krok: przestań próbować pozbyć się tego uczucia. Nie zniknie. Zaakceptuj, że będziesz czasem czuł się jak oszust. To normalne. Zamiast walczyć z uczuciem, skup się na działaniu mimo niego.
Jeden z moich klientów, Tomek, przestał odmawiać sobie możliwości bo się bał. Zaczął stosować zasadę: "Czuję strach, robię mimo to". Aplikował na stanowiska, na które wcześniej by nie aplikował. Zabierał głos, mimo że ręce mu się trzęsły. Po sześciu miesiącach był dwa szczeble wyżej w swojej karierze.
Uczucie bycia oszustem nie zniknęło. Nauczył się tylko nie pozwalać mu decydować o swoim życiu.
Przestań porównywać swój środek z cudzym końcem
Jesteś na początku swojej drogi w danej dziedzinie i porównujesz się z kimś, kto robi to od 10 lat. To tak, jakbyś grał w szachy pierwszy raz i porównywał się z arcymistrzem. Nie ma w tym sensu.
Porównuj się z sobą sprzed roku. Sprzed pół roku. To jedyne sensowne porównanie.
Dokumentuj swoje wygrane
Nie mówię tu o pisaniu dziennika wdzięczności czy innych miękkich technikach. Mówię o twardych faktach. Prowadź listę swoich konkretnych osiągnięć. Projektów zakończonych. Celów osiągniętych. Problemów rozwiązanych.
Kiedy znowu poczujesz się jak oszust, nie musisz "myśleć pozytywnie". Możesz po prostu spojrzeć na dane. Fakty nie kłamią. Uczucia tak.
Znajdź mentora, który przeszedł Twoją ścieżką
Nie mówię o guru motywacyjnym. Mówię o kimś, kto był tam, gdzie Ty jesteś teraz. Kto czuł to samo. I kto jest teraz kilka kroków dalej.
Taka osoba może Ci powiedzieć: "Tak, ja też tak się czułem. I wiesz co? To uczucie nie znika, ale przestaje być przeszkodą."
Przestań odgrywać rolę
Wiesz, dlaczego czujesz się jak oszust? Bo jesteś. Odgrywasz rolę kogoś, kim nie jesteś. Próbujesz być "profesjonalistą", zamiast być sobą. Zakładasz maskę kompetencji, zamiast przyznać się do tego, czego nie wiesz.
Ludzie czują fałsz. Kiedy przestaniesz udawać i zaczniesz być autentyczny - mówiąc "nie wiem" kiedy nie wiesz, pytając kiedy nie rozumiesz - paradoksalnie zyskasz więcej szacunku. I przestaniesz czuć się jak oszust, bo nie będziesz nim.
Zrozum różnicę między byciem oszustem a byciem początkującym
Oszust wie, że kłamie. Początkujący uczący się czegoś nowego wie, że się uczy. To fundamentalna różnica.
Jesteś oszustem, jeśli podszywasz się pod lekarza bez wykształcenia medycznego. Nie jesteś oszustem, jeśli jesteś młodym lekarzem po studiach, który dopiero zaczyna praktykę. W drugim przypadku jesteś kompetentnym początkującym.
Chcę Ci powiedzieć coś, czego prawdopodobnie nie usłyszysz nigdzie indziej: syndrom oszusta może być Twoją przewagą.
To przypomina herezja, prawda? Przez cały artykuł mówię o problemie, a teraz twierdzę, że to przewaga?
Pozwól, że wyjaśnię. Ludzie bez syndromu oszusta dzielą się na dwie grupy. Pierwsza to ci, którzy są naprawdę świetni i wiedzą o tym - to są mistrzowie w swojej dziedzinie. Druga to ignoranci, którzy myślą, że wiedzą wszystko, a nie wiedzą nic - to efekt Dunninga-Krugera.
Jeśli czujesz się jak oszust, to prawdopodobnie nie należysz do drugiej grupy. Masz świadomość swoich ograniczeń. To sprawia, że:
Problem pojawia się tylko wtedy, kiedy to uczucie Cię paraliżuje. Kiedy zamiast być motorem do nauki, staje się kłodą w karierze.
Więc zamiast próbować całkowicie się tego pozbyć, naucz się to kanalizować. Niech to będzie Twoja motywacja do ciągłego rozwoju, nie powód do rezygnacji z możliwości.
Teoria jest fajna, działanie jest lepsze. Oto konkretne zadania na najbliższe dwa tygodnie:
Zadanie 1: Zrób listę 10 rzeczy, które zrobiłeś dobrze w ostatnim miesiącu. Nie 10 wielkich osiągnięć - 10 rzeczy, które po prostu wykonałeś dobrze. Może być "prowadziłem trudną rozmowę z klientem" albo "dotrzymałem deadline pomimo problemów".
Zadanie 2: Następnym razem, kiedy ktoś Ci podzękuje lub pochwaili Twoją pracę, odpowiedz tylko: "Dziękuję". Żadnego "to nic takiego", żadnego "miałem szczęście", żadnego minimalizowania. Tylko "dziękuję".
Zadanie 3: Znajdź jedną sytuację w najbliższym tygodniu, w której normalnie byś się nie odezwał, i się odezwij. Na spotkaniu. W grupie. Gdziekolwiek. Powiedz to, co masz do powiedzenia, mimo że Twój mózg krzyczy "siądź i siedź cicho".
Zadanie 4: Porozmawiaj z kimś, kogo szanujesz w swojej dziedzinie. Zapytaj go, czy kiedykolwiek czuł się jak oszust. Zobaczysz, że nie jesteś sam.
Syndrom oszusta to nie wyrok. To po prostu jeden z wielu głosów w Twojej głowie. Możesz pozwolić mu sterować Twoim życiem albo możesz go potraktować jak nadopiekuńczego rodzica - wysłuchać, pokiwać głową i zrobić swoje.
Każdy, kto robi coś wartościowego, w pewnym momencie czuje się jak oszust. Różnica między tymi, którzy osiągają cele, a tymi, którzy stoją w miejscu, jest prosta: pierwsi działają mimo tego uczucia, drudzy czekają, aż ono minie.
Nie będziesz się pewnie czuć gotowy. Nie poczujesz się nagle ekspertem. Nie obudzisz się pewnego dnia z myślą "Tak, teraz już jestem wystarczająco dobry".
Zaczniesz działać, mimo że nie czujesz się gotowy. I pewnego dnia spojrzysz wstecz i zobaczysz, jak daleko zaszedłeś.