Motywacja nie istnieje. I dobrze, że o tym wiem.
Przez lata pracy z ludźmi słyszałem jedno pytanie częściej niż jakiekolwiek inne: „Jak się zmotywować do działania?". Zawsze odpowiadałem na nie tak samo - prowokuję rozmówcę, bo uważam, że samo pytanie jest postawione źle. I że właśnie to błędne pytanie jest powodem, dla którego połowa z nas utknęła w miejscu.
Motywacja nie jest zasobem, który możesz po prostu uruchomić. Nie ma przycisku. Nie ma zaklęcia. Nie ma „techniki na motywację", która sprawi, że wstaniesz z kanapy z ogniem w oczach. Jeśli czekasz na ten moment - możesz czekać bardzo długo.
Powiem Ci, co naprawdę działa. Nie po to, żeby Cię podniecić. Po to, żebyś zaczął działać - nawet jeśli nie masz teraz na to ochoty.
Miałem klienta - nazwijmy go Marek. Inteligentny facet, czterdzieści dwa lata, menedżer w dużej firmie. Przyszedł do mnie po raz pierwszy z jednym zdaniem: „Wiem, co powinienem robić. Po prostu nie mam motywacji, żeby to robić."
Przez pierwsze trzy sesje szukaliśmy tej motywacji. Analizowaliśmy jego wartości, cele, marzenia. Wszystko się zgadzało na papierze. Wiedział, czego chce. Wiedział, jak to osiągnąć. I nadal nic nie robił.
Dopiero w czwartej sesji powiedziałem mu wprost: „Marek, motywacja nie przyjdzie przed działaniem. Ona pojawia się w trakcie działania."
To była dla niego rewolucja. Dla mnie też była kiedyś. Naukowcy nazywają to pętlą postępu - kiedy zaczynasz coś robić i widzisz efekt, mózg wydziela dopaminę, neuroprzekaźnik odpowiadający za poczucie nagrody. I chcesz więcej. Motywacja jest więc skutkiem działania, nie jego przyczyną.
Teresa Amabile z Harvardu przez lata badała pracowników różnych firm i odkryła, że największym czynnikiem motywującym nie były pieniądze ani pochwały - był postęp. Nawet mały. Nawet jeśli widoczny tylko dla samego zainteresowanego.
Twój mózg jest zaprojektowany do oszczędzania energii. Uwielbia rutynę, przewidywalność i spokój. Kiedy myślisz o nowym projekcie, nowym nawyku czy trudnej rozmowie - mózg automatycznie generuje opór. Nie chodzi o to, że jesteś leniwy. Dlatego, że masz sprawnie działający układ nerwowy.
Ten mechanizm ma nawet swoją nazwę - efekt homeostazy, czyli dążenie do równowagi. Mózg interpretuje zmianę jako zagrożenie i uruchamia systemy obronne. Prokrastynacja, czyli odkładanie działań na później, nie jest wadą charakteru. Jest biologicznym mechanizmem przetrwania.
Wiedząc to, możesz przestać się obwiniać. Możesz też zacząć mózg przechytrzać.
Pracuję z ludźmi od osiemnastu lat. Widziałem setki osób z pięknie zapisanymi celami, które nigdy się nie zmaterializowały. Widziałem też ludzi bez żadnej „metody" - którzy osiągali rzeczy niemożliwe.
Różnica była zawsze ta sama. Jedni mieli cele, które powinni chcieć osiągnąć. Drudzy mieli cele, które naprawdę chcieli osiągnąć.
To brzmi banalnie. Wiem. Ale kiedy pytam klientów: „Dlaczego chcesz to osiągnąć?" - i drążę odpowiedź pięć, sześć, siedem razy - okazuje się, że połowa z nich realizuje cudze oczekiwania. Rodziców, szefa, partnera, społeczeństwa.
Jeśli Twój cel nie wywołuje w Tobie żadnego uczucia - ani entuzjazmu, ani strachu, ani ekscytacji - to nie jest Twój cel. To jest cel, który masz, a nie cel, który czujesz.
Zadaj sobie trzy pytania. Serio, teraz, nie „kiedyś":
Odpowiedzi na te pytania są zwykle bardziej szczere niż wszystkie arkusze z wyznaczaniem celów razem wzięte.
Oto kontrowersyjna teza, za którą dostałem w życiu wiele nieprzychylnych komentarzy: motywacja jest uczuciem. Dyscyplina jest umiejętnością. Uczucia są zmienne. Umiejętności - nie.
Kiedy pisałem swoją książkę „Na Własnych Zasadach", przez większość czasu nie miałem żadnej motywacji. Miałem umówioną godzinę z biurkiem - codziennie, o szóstej rano, przez dziewięć miesięcy. Były dni, że pisałem jeden akapit i wracałem do łóżka. Były dni, że pisałem cztery godziny bez przerwy. Motywacja przychodziła i odchodziła. Dyscyplina zostawała.
Dyscyplina nie oznacza torturowania się. Oznacza zbudowanie systemu, który działa niezależnie od Twojego aktualnego nastroju.
To moje ulubione pytanie w pracy terapeutycznej. Kiedy ktoś mówi „nie mogę", prawie zawsze chodzi o jedno z dwojga: albo nie chce, albo się boi.
„Nie mogę zacząć własnego biznesu" - naprawdę nie możesz? Czy boisz się porażki? Czy nie chcesz rezygnować z bezpieczeństwa etatu?
„Nie mogę schudnąć" - naprawdę? Czy po prostu nie chcesz rezygnować z wieczornych przekąsek na tyle, żeby zobaczyć efekty?
To nie jest atak. To jest zaproszenie do szczerości. Bo jeśli naprawdę zidentyfikujesz, czy za „nie mogę" kryje się strach czy brak autentycznego pragnienia - wiesz, z czym naprawdę pracować. Ze strachem pracuje się inaczej niż z brakiem motywacji.
Strach wymaga odwagi i stopniowego oswajania. Brak pragnienia wymaga głębszego pytania: po co w ogóle mi to?
Mam do Ciebie konkretną prośbę. Nie zadanie domowe, nie ćwiczenie - prośbę.
Wybierz jedną rzecz, którą odkładasz. Jedną. I zrób dziś jeden, dosłownie jeden krok w jej kierunku. Nie plan. Nie przygotowanie. Krok.
Jeśli chcesz zacząć biegać - wyjdź dziś na spacer w butach do biegania.
Jeśli chcesz napisać raport - otwórz dokument i napisz tytuł.
Jeśli chcesz przeprosić kogoś ważnego - napisz jedną wiadomość.
Jeden krok uruchamia kolejny. Motywacja, której szukasz, jest po drugiej stronie tego pierwszego kroku - nie przed nim.
Przez osiemnaście lat obserwowałem ludzi, którzy czekali na „odpowiedni moment". Wiele z tych momentów nigdy nie nadeszło. Natomiast ci, którzy zaczęli w nieodpowiednim momencie, z niewystarczającymi zasobami i bez pełnego przekonania - zbudowali coś, co trwa.
Nie potrzebujesz motywacji, żeby zacząć. Potrzebujesz decyzji.
I tę możesz podjąć teraz.
Od autora tego bloga
180-dniowy program Jana Gajosa: wiedza o granicach, decyzjach i nawykach przeniesiona do codziennych reakcji. Manfred AI Coach, inteligentne powtórki, 373 cytowane źródła. Zero pseudonauki i weekendowych transformacji.
Poznaj Mind Architect →