Makiawelizm: jak rozpoznać manipulatora, zanim będzie za późno
Poznałem go na szkoleniu dla menedżerów. Charyzmatyczny, elokwentny, zawsze wiedział, co powiedzieć i kiedy. Po tygodniu wszyscy go lubili. Po miesiącu połowa zespołu robiła za niego robotę, nie zdając sobie z tego sprawy. Po roku był dyrektorem, a ludzie, którzy go wynieśli na szczyt, zastanawiali się, co właściwie poszło nie tak.
To był mój pierwszy bliski kontakt z człowiekiem o wysokich cechach makiawelicznych. Gdybym wtedy wiedział to, co wiem teraz, zareagowałbym zupełnie inaczej.
Psychologowie Delroy Paulhus i Kevin Williams w 2002 roku opisali zjawisko, które nazwali ciemną triadą osobowości. To trzy cechy charakteru, które - choć różne - często występują razem i razem tworzą coś naprawdę niebezpiecznego dla otoczenia.
Składowe triady to:
Dziś skupimy się na makiawelizmie. To właśnie on jest najczęściej niedoceniany i najtrudniej go rozpoznać. Narcyz jest przewidywalny - prędzej czy później pokaże swoje oblicze. Psychopata działa impulsywnie i zostawia ślady. Makiawelik? Makiawelik jest cierpliwy. I to jest jego największa broń.
Często mylimy makiawelizm z wysoką inteligencją. To błąd. Osoba o wysokich cechach makiawelicznych niekoniecznie jest mądrzejsza od ciebie. Ona po prostu ma inne podejście do relacji z ludźmi - traktuje je jak szachy. Ty jesteś pionkiem. Ona jest graczem.
Makiawelizm psychologowie mierzą skalą Mach-IV, opracowaną przez Richarda Christiego i Florence Geis w latach 70. XX wieku. Wyniki pokazują trzy kluczowe przekonania:
Dam ci konkretny przykład. Pracowałem kiedyś z zespołem sprzedażowym, gdzie jedna z osób - nazwijmy ją Marcinem - była mistrzem w zbieraniu informacji o prywatnym życiu kolegów. Pozornie był zainteresowany. W rzeczywistości te informacje wykorzystywał przy każdej okazji, gdy chciał kogoś uciszyć albo przeciągnąć na swoją stronę. Wiedział, kto ma problemy w związku, kto potrzebuje pieniędzy, kto boi się utraty pracy. I to wiedział pierwszy. Gdy przyszło do konfliktu, zawsze miał coś w rękawie. To jest makiawelizm w praktyce.
Makiawelista nie nosi na sobie tabliczki z napisem „uwaga, manipulator". Wprost przeciwnie. Przez długi czas sprawia wrażenie jednej z milszych osób, jakie kiedykolwiek spotkałeś.
Na co zwracać uwagę:
Jeden z sygnałów, który rzadko jest opisywany, a który uważam za kluczowy: makiawelista nigdy nie przeprasza szczerze. Gdy przeprasza, robi to strategicznie - żeby uniknąć konsekwencji albo żeby wyglądać dobrze w oczach innych. Słowa przeprosin brzmią poprawnie, coś w środku podpowiada ci jednak, że coś tu nie gra. Ufaj temu przeczuciu.
Tu dochodzimy do miejsca, w którym wiele osób się zatrzymuje i zadaje trudne pytanie: skoro makiawelizm „działa", to czy samemu nie warto się nim trochę zainspirować?
Rozumiem ten tok myślenia. Sam przez pewien czas zastanawiałem się, czy bycie „zbyt uczciwym" nie oznacza bycia głupim. Odpowiedź jest jednak bardziej złożona.
Badania - między innymi te prowadzone przez Greenbauma i współpracowników (2017) - pokazują, że osoby o wysokich cechach makiawelicznych rzeczywiście osiągają krótkoterminowe sukcesy. Są szybciej awansowane, zarabiają więcej w pierwszych latach kariery, mają większy wpływ społeczny. To fakty.
Faktem jest również to, że długoterminowo ich relacje się rozpadają, reputacja eroduje, a otoczenie - gdy już nauczy się rozpoznawać wzorzec - zaczyna ich unikać albo odpłacać pięknym za nadobne. Makiawelizm to strategia krótkoterminowa sprzedana jako filozofia życia. I w tym tkwi jej największe kłamstwo.
Problem dla nas wszystkich polega na czymś innym: makiawelizm jest zaraźliwy kulturowo. Gdy na szczycie organizacji - czy to firmy, czy instytucji, czy rodziny - stoi osoba o tych cechach, zaczyna ona kształtować normy. Inni zaczynają myśleć, że tak właśnie wygląda sukces. Że tak się „robi". I powoli całe środowisko staje się toksyczne.
Przejdźmy do konkretów.
Zanim zaczniesz działać, musisz być pewny diagnozy. Jeden incydent to nie makiawelizm - to może być zły dzień, stres, przypadek. Szukaj powtarzającego się wzorca. Zadaj sobie pytanie: czy ta osoba konsekwentnie traktuje innych instrumentalnie? Czy jej uprzejmość jest warunkowa? Czy jej sukcesy często są osiągane kosztem kogoś innego?
To najtrudniejszy krok. Sprzeczny z naszymi naturalnymi impulsami. Chcemy być otwarci, szczerzy, budować relacje przez dzielenie się sobą. Z makiawielistą musisz jednak być selektywny. Nie opowiadaj mu o swoich problemach, słabościach, strachach. Dajesz mu narzędzia, których użyje przeciwko tobie.
Każda ważna rozmowa, każde ustalenie - potwierdzaj na piśmie. E-mailem, wiadomością, notatką z datą. Makiawelista, który wie, że jego słowa są dokumentowane, traci jeden ze swoich kluczowych atutów: możliwość reinterpretacji historii.
Izolacja to ulubiona broń makiawielisty. Nie daj się izolować. Inwestuj w autentyczne relacje z ludźmi wokół siebie - nie przeciwko nikomu, po prostu z przekonania, że zdrowe relacje są twoją naturalną ochroną.
Dobra, powiem wprost: czasem najlepszą decyzją jest odejść. Jeśli makiawelista jest twoim szefem, partnerem biznesowym albo - najtrudniejszy przypadek - członkiem rodziny, a twoje próby zarządzania relacją nie przynoszą efektów, wyjście nie jest słabością. Jest mądrością. Nie każdą bitwę warto toczyć.
Spotkałem wielu makiawielistów. Niektórych rozpoznałem za późno. Kilku - na szczęście - rozpoznałem w porę. Jeden nauczył mnie czegoś, za co jestem mu paradoksalnie wdzięczny: że moje własne standardy etyczne muszę traktować jak kompas, nie jak ozdobę. Że „bycie miłym" i „bycie naiwnym" to nie to samo, często działamy jednak tak, jakby były.
Nauczyłem się też, że empatia - mój największy zawodowy atut - wymaga granic. Empatia bez granic to nie cnota. To zaproszenie dla każdego, kto chce wejść i wziąć, ile zdoła.
I jeszcze jedno: makiawelizm w małych dawkach - rozumienie, że świat nie zawsze jest uczciwy, że ludźmi kierują różne motywacje, że czasem trzeba być strategicznym - to coś innego niż ciemna triada. Różnica leży w intencji i w tym, czy twoje działania szanują godność innych ludzi. Jeśli tak - to nie jest makiawelizm. To dojrzałość.
Jeśli zaczynasz traktować innych jak pionki na szachownicy - to już jest problem. I warto się nad tym zatrzymać, zanim stanie się nawykiem.
Nie mówię, żebyś zaczął podejrzliwie patrzeć na każdego wokół. To byłoby paranoidalne i bezproduktywne. Mówię: bądź świadomy. Psychologia daje nam narzędzia nie po to, żeby się bać - po to, żeby rozumieć.
Zrób jedno ćwiczenie. Pomyśl o trzech-czterech relacjach w swoim życiu - zawodowych lub prywatnych. Zapytaj siebie: czy po spotkaniu z tą osobą czuję się lepiej czy gorzej? Czy czuję się szanowany? Czy moje granice są respektowane? Czy ufam tej osobie, że gra fair?
Odpowiedzi powiedzą ci więcej, niż jakakolwiek diagnoza psychologiczna.