Inny nie znaczy gorszy. Jak naprawdę współpracować z ludźmi o innej osobowości
Powiem ci coś, czego większość poradników nie powie: problem we współpracy rzadko leży w kompetencjach. Prawie zawsze leży w osobowości. Twojej i tej osoby po drugiej stronie stołu.
W ciągu osiemnastu lat pracy z ludźmi — jako trener, psycholog i człowiek, który sam nieraz zaliczył spektakularne wpadki relacyjne — widziałem jedno i to samo. Świetni specjaliści, którzy nie mogą dogadać się z klientem. Błyskotliwi menedżerowie, którzy tracą najlepszych pracowników. Partnerzy biznesowi, którzy po roku od podpisania umowy nie mogą na siebie patrzeć. I w tle zawsze ten sam motyw: „On/ona po prostu nie rozumie, jak się pracuje". Tyle że każda ze stron myśli dokładnie to samo o tej drugiej.
Mam dla ciebie tezę, która może zaboleć: kiedy mówisz, że ktoś „nie rozumie, jak się pracuje", najczęściej masz na myśli to, że nie rozumie, jak ty pracujesz. To ogromna różnica.
Zanim wejdziemy w konkrety, musisz zrozumieć jeden mechanizm. Twój mózg jest zaprojektowany do przewidywania. Lubi wzorce, rutynę i znajome zachowania, bo to zmniejsza wysiłek i poczucie zagrożenia. Kiedy ktoś zachowuje się inaczej niż ty — inaczej komunikuje, decyduje, reaguje na stres — twój mózg nieświadomie rejestruje to jako anomalię. A anomalia to potencjalne niebezpieczeństwo.
Stąd bierze się ten odruch: „Coś z nim nie tak". Nie z jego kompetencjami. Z nim. Jako człowiekiem.
Z mojej praktyki wynika, że ten mechanizm niszczy więcej relacji zawodowych niż jakakolwiek realna niekompetencja. Dlatego pierwszym krokiem do skutecznej współpracy z kimś o innej osobowości jest przyznanie sobie, że twój mózg będzie próbował sabotować tę współpracę od środka. I że możesz mu na to nie pozwolić.
Nie będę ci tu serwował akademickiego wykładu o modelach osobowości. Powiem ci tyle, ile naprawdę potrzebujesz wiedzieć w praktyce.
Z grubsza ludzie różnią się w kilku kluczowych wymiarach: czy ładują baterie w kontakcie z innymi czy w samotności (ekstrawersja kontra introwersja), czy wolą mieć plan czy działać spontanicznie, czy decydują na podstawie danych czy intuicji, i czy w konflikcie idą na konfrontację czy szukają kompromisu.
Problem pojawia się, gdy zaczynasz patrzeć na te różnice przez pryzmat wartości. Że spontaniczność to bałaganiarstwo. Że introwersja to arogancja. Że analityczność to brak wyobraźni. Że emocjonalne podejście do decyzji to słabość.
Przypomnę ci pewną historię. Parę lat temu prowadziłem szkolenie dla zarządu jednej z firm produkcyjnych. Dwóch dyrektorów — nazwijmy ich Marek i Tomek — stało na skraju otwartej wojny. Marek był analitykiem z krwi i kości: potrzebował danych, czasu na analizę, szczegółowych raportów. Tomek działał błyskawicznie, na przeczuciu i relacjach z ludźmi. Marek uważał Tomka za lekkomyślnego. Tomek uważał Marka za paraliżującego cały zespół.
Kiedy zapytałem ich, jak wyglądałaby firma, gdyby obaj byli tacy jak Marek — odpowiedzieli po chwili milczenia, że pewnie bezpieczna, ale martwa. Gdyby obaj byli jak Tomek — dynamiczna, ale bez sterowności. Potrzebowali siebie nawzajem. Po prostu nikt im tego wcześniej nie powiedział wprost.
To najczęstszy błąd. Jeśli jesteś osobą, która przetwarza informacje szybko i lubi skróty — zalewasz analityka skrótami myślowymi i oczekujesz, że nadąży. Jeśli lubisz długie omówienia — człowiek działający intuicyjnie zasypia w połowie twojego wywodu.
Praktyczna rada: zanim zaczniesz rozmowę o czymś ważnym, zadaj sobie jedno pytanie — „Jak ta konkretna osoba najlepiej przetwarza informacje?" Nie: „Jak ja to powiem". Jak ona to usłyszy.
Z moim klientem Pawłem — dyrektorem sprzedaży, z którym pracowałem przez kilka miesięcy — musieliśmy zmienić sposób, w jaki prezentował wyniki swojemu szefowi. Paweł przygotowywał szczegółowe raporty na dwadzieścia stron. Szef był wizjonerem, który chciał jednego slajdu z wnioskiem i trzema argumentami. Paweł traktował to jako powierzchowność. W rzeczywistości szef doskonale rozumiał dane — po prostu przetwarzał je inaczej. Kiedy Paweł to pojął i zmienił format komunikacji, relacja się odmieniła w ciągu miesiąca.
Jeśli jesteś osobą, która milczy, gdy jest zła — milczenie kolegi uznajesz za oznakę konfliktu. Jeśli sam mówisz dużo, gdy jesteś entuzjastyczny — milczenie kolegi uznajesz za brak zaangażowania.
Tymczasem introwertyk milczy, gdy myśli. I to jest dla niego forma szacunku wobec tematu, nie wobec ciebie.
Ćwiczenie, które daję klientom: kiedy zachowanie kogoś cię irytuje lub niepokoi, zatrzymaj się i zadaj sobie pytanie — „Jakie inne wytłumaczenie tego zachowania jest możliwe?" Nie szukaj jednego. Szukaj pięciu. Zobaczysz, że twoja pierwsza interpretacja rzadko jest jedyną możliwą.
To bodaj najgroźniejszy błąd. Wchodzisz w tryb naprawiania: tłumaczysz, dlaczego twój sposób pracy jest lepszy, próbujesz przekonać kogoś, żeby stał się bardziej jak ty. To jest droga donikąd i niszczy zaufanie szybciej niż cokolwiek innego.
Zamiast tego zapytaj siebie: jak możemy zorganizować współpracę tak, żeby każde z nas mogło działać według swoich mocnych stron?
Wróćmy do Marka i Tomka. Po naszej rozmowie ustalili prosty protokół: Tomek podejmuje wstępne decyzje operacyjne szybko, bo tego wymaga rynek. Marek dostaje czas na analizę ryzyka i może zgłaszać weto w określonym oknie czasowym. Żaden z nich nie musiał zmieniać osobowości. Zmienili system. I to wystarczyło.
Oto konkretna lista działań, które możesz wdrożyć od zaraz. Bez teorii, bez długich wstępów.
Będę z tobą szczery, bo nie chcę ci sprzedawać bajki o tym, że każdą relację zawodową da się uratować.
Są sytuacje, w których różnice nie wynikają z odmiennego stylu, tylko z rozbieżnych wartości lub głęboko zaburzonych wzorców zachowania. Jeśli ktoś systematycznie narusza twoje granice, kłamie, manipuluje lub czyni cię odpowiedzialnym za swoje błędy — to nie jest kwestia „innej osobowości". To jest kwestia braku bezpieczeństwa psychologicznego w relacji.
Techniki komunikacji tu nie pomogą. Potrzebujesz jasnych granic, a jeśli to relacja zawodowa — formalnych procedur lub decyzji o zakończeniu współpracy.
Przez wiele lat widziałem ludzi, którzy w imię „pracy nad relacją" latami znosili toksyczne zachowania współpracowników, tłumacząc sobie, że to tylko „różnice w osobowości". To nieprawda i warto to powiedzieć głośno.
Różnorodność osobowościowa jest wartością. Toksyczność nie jest.
Jeśli masz teraz w głowie konkretną twarz — kogoś, z kim współpraca skrzypi — mam dla ciebie jedno zadanie. Nie pięć. Jedno.
Umów się z tą osobą na rozmowę i zadaj jej jedno pytanie: „Co mogę zrobić inaczej, żeby nasza współpraca była dla ciebie łatwiejsza?"
Nie broń się. Nie tłumacz. Posłuchaj. Zapisz. I zastanów się, co z tego jesteś w stanie zrobić.
A potem zapytaj o to samo siebie w drugą stronę — bo dobra współpraca to zawsze ruch z obu stron.
Osiemnaście lat w tej robocie nauczyło mnie jednego: ludzie rzadko są trudni. Częściej są po prostu inni. I to jest naprawdę dobra wiadomość. Bo inność można zrozumieć. Trudność — dużo trudniej.
Od autora tego bloga
180-dniowy program Jana Gajosa: wiedza o granicach, decyzjach i nawykach przeniesiona do codziennych reakcji. Manfred AI Coach, inteligentne powtórki, 373 cytowane źródła. Zero pseudonauki i weekendowych transformacji.
Poznaj Mind Architect →