Jak pomóc komuś w żałobie - przestań mówić, zacznij być
Zadzwoniła do mnie koleżanka o 22:00. Właśnie dowiedziała się, że jej mama nie żyje. Przez pierwsze trzydzieści sekund nie powiedziałem nic. Cisza w słuchawce. Ona płakała. Ja siedziałem i byłem. To był jeden z niewielu momentów w życiu, kiedy instynkt podpowiedział mi właściwą rzecz - zanim zdążył odezwać się rozum z całym zestawem „pomocnych" słów.
Żałoba to temat, przy którym większość z nas staje kompletnie bezradna. I to jest normalne. Problem zaczyna się wtedy, kiedy tę bezradność próbujemy zakryć słowami, radami, działaniem - zamiast po prostu zostać z człowiekiem w jego bólu. W tym artykule powiem ci wprost, co działa, co szkodzi i dlaczego nasze najlepsze intencje często ranią bardziej niż pomagają.
Zacznijmy od rzeczy trudnej. Większość z nas, stając twarzą w twarz z kimś w żałobie, natychmiast sięga po gotowe formułki. Mam wrażenie, że wynosimy je z domów jak zasady savoir-vivre'u - zbioru zasad dobrego wychowania - nie zastanawiając się ani przez chwilę, jak trafiają w drugą stronę.
Oto co słyszę najczęściej od osób, które przyszły do mnie po tym, jak straciły kogoś bliskiego:
Rozumiem, skąd biorą się te słowa. Z dobrego serca, z chęci ulżenia. Tylko że żałoba nie jest problemem do rozwiązania. To proces do przeżycia. I kiedy próbujemy go skrócić, zamknąć lub okrasić optymizmem, robimy to dla siebie - bo nam jest niekomfortowo - nie dla osoby, której chcemy pomóc.
Mam pacjenta - nazwijmy go Marek - który stracił żonę po trzydziestu latach małżeństwa. Przyszedł do mnie pół roku po jej śmierci. Powiedział mi zdanie, które zapamiętałem na długo: „Wszyscy chcieli, żebym przestał płakać. Nikt nie chciał ze mną siedzieć, kiedy płakałem."
To jest sedno. Towarzyszenie w żałobie to nie akcja ratunkowa. To obecność. A obecność wymaga czegoś, co w naszej kulturze jest bardzo niedoceniane - umiejętności znoszenia czyjegoś bólu bez potrzeby jego naprawiania.
Co konkretnie znaczy „być obecnym"?
Łzy nie są dowodem na to, że coś idzie źle. Łzy są dowodem na to, że działa.
To zdanie - „daj znać, jakbyś czegoś potrzebował" - mówi się z dobroci serca i jest kompletnie bezużyteczne. Osoba w żałobie często nie ma energii ani przestrzeni mentalnej na to, żeby zidentyfikować swoje potrzeby, sformułować je i poprosić. Jest w stanie, w którym podstawowe funkcjonowanie bywa wyzwaniem.
Zamiast czekać na sygnał, działaj. Konkretnie. Bez pytania o pozwolenie.
Pamiętaj: nie musisz wiedzieć, co powiedzieć. Musisz tylko przyjść.
Elisabeth Kübler-Ross opisała pięć etapów żałoby: zaprzeczenie, złość, targowanie się, depresja, akceptacja. To model znany prawie każdemu, kto choć raz zetknął się z psychologią popularną. Jest użyteczny jako mapa, ale - i to jest ważne - nie jest rozkładem jazdy.
Żałoba nie przebiega etapami w kolejności. Człowiek może być w złości, potem w akceptacji, potem znowu w zaprzeczeniu - i żadna z tych pozycji nie jest błędem ani cofaniem się. To jest po prostu ludzki sposób przetwarzania nieodwracalnej straty.
Nowsze badania - między innymi prace George'a Bonanna z Columbia University - pokazują coś jeszcze: większość ludzi jest zaskakująco odporna. Żałoba nie musi oznaczać długotrwałego, głębokiego kryzysu. Część osób przechodzi przez nią ze smutkiem, ale bez załamania. To też jest zdrowe. Nie szukaj w kimś objawów, których może nie być.
Kiedy jednak warto zaproponować profesjonalną pomoc? Kiedy widzisz, że po upływie kilku miesięcy osoba nie jest w stanie funkcjonować - nie je, nie śpi, wycofuje się z każdego kontaktu, ma myśli o tym, że nie chce żyć. Żałoba skomplikowana, czyli taka, która uniemożliwia normalne funkcjonowanie przez bardzo długi czas, wymaga wsparcia specjalisty. I powiedzenie komuś „myślę, że dobrze by ci zrobiło porozmawianie z psychologiem" to nie jest atak. To jest troska wyrażona wprost.
Napisałem ten artykuł głównie z perspektywy osoby wspierającej. Wiem jednak, że część z was czyta to, bo sama jest teraz w żałobie i szuka słów, żeby opisać to, czego potrzebuje od innych.
Pozwól mi powiedzieć kilka rzeczy wprost.
Po pierwsze - nie musisz być dzielny. To nie jest kategoria, która ma tu zastosowanie. Strata jest stratą. Ból jest bólem. Pozwól sobie go czuć, zamiast go zarządzać.
Po drugie - masz prawo mówić ludziom, czego nie chcesz słyszeć. „Proszę, nie mów mi, że czas leczy rany. Po prostu bądź ze mną" - to jest zdanie, które możesz powiedzieć. I które większość ludzi przyjmie z wdzięcznością, bo odejmuje im obowiązek mówienia właściwych rzeczy.
Po trzecie - szukaj tych, którzy umieją milczeć. To rzadka umiejętność i warto wiedzieć, kto ją ma w swoim otoczeniu. Ci ludzie są złotem.
Po czwarte - jeśli czujesz, że nie dajesz rady, zadzwoń do specjalisty. Nie chodzi o to, że coś jest z tobą nie tak. Dlatego, że żałoba jest jednym z najtrudniejszych stanów, jakich doświadcza człowiek, i masz prawo do profesjonalnego wsparcia tak samo jak masz prawo do lekarza, kiedy boli cię serce.
Wracam do tej ciszy z początku artykułu. Moja koleżanka powiedziała mi rok później, że zapamiętała ten telefon. Nie chodzi o to, że powiedziałem coś mądrego. Dlatego, że nie próbowałem nic naprawiać.
Pomoc w żałobie to nie jest wiedza ani technika. To gotowość do bycia z kimś w miejscu, w którym jest mu źle, bez potrzeby, żeby to miejsce szybko opuścił. To jedna z najtrudniejszych form miłości, bo wymaga od nas zawieszenia własnego dyskomfortu.
Jeśli dziś masz kogoś bliskiego, kto jest w żałobie - zadzwoń do niego. Nie jutro. Dzisiaj. Powiedz: „Myślę o tobie. Nie musisz nic mówić. Tylko chciałem, żebyś wiedział, że jestem."
To może wystarczyć. Często to jest dokładnie tyle, ile trzeba.