Uważność w pracy: 5 sposobów, które działają nawet jeśli masz 10 minut
Przez pierwsze lata swojej kariery byłem mistrzem wielozadaniowości. Odbierałem telefon, pisałem maila i jednocześnie kiwałem głową na spotkaniu. Myślałem, że to talent. Okazało się, że to przepis na wypalenie zawodowe i przeciętne wyniki we wszystkim, co robiłem.
Uważność — czyli po polsku mindfulness — to nie jest modny buzzword z korporacyjnych szkoleń. To konkretna umiejętność, którą można trenować. I która realnie zmienia to, jak pracujesz, jak myślisz i jak się czujesz pod koniec dnia roboczego. Badania z Uniwersytetu Harvard pokazują, że nasz umysł błądzi przez około 47% czasu, w którym nie śpimy. Prawie połowa twojego dnia pracy dzieje się bez ciebie. Warto to zmienić.
Nie będę ci tutaj sprzedawał żadnej magii ani duchowych uniesień. Pokażę ci pięć konkretnych praktyk, które sam stosuję i które polecam moim klientom od lat. Żadna z nich nie wymaga medytowania przez godzinę ani specjalnej poduszki do siedzenia.
To jest moja ulubiona praktyka i jednocześnie ta, którą ludzie najczęściej sabotują już pierwszego dnia. Rano, zanim sięgniesz po telefon albo otworzysz laptopa, zrób jedną prostą rzecz: usiądź i przez 90 sekund nie rób niczego. Oddychaj świadomie. Poczuj, jak siedzisz na krześle. Posłuchaj dźwięków wokół siebie.
Wiem, co myślisz: „Jan, mam 47 nieprzeczytanych wiadomości i spotkanie o ósmej trzydzieści." Rozumiem. Sam tak myślałem. Miałem klienta — dyrektora finansowego dużej firmy produkcyjnej — który przez trzy tygodnie przekonywał mnie, że nie ma tych 90 sekund. Kiedy w końcu spróbował, po dwóch tygodniach powiedział mi coś, czego się nie spodziewał: „Odkryłem, że połowa tych pilnych maili wcale nie jest pilna."
Mechanizm jest prosty. Kiedy zaczynasz dzień od bodźców zewnętrznych — powiadomień, wiadomości, cudzych priorytetów — twój mózg wchodzi w tryb reaktywny. Reagujesz na wszystko, co do ciebie przychodzi, zamiast działać według własnego planu. Te 90 sekund to moment, w którym dajesz swojemu prefrontal cortex (kora przedczołowa, odpowiedzialna za planowanie i podejmowanie decyzji) szansę na rozgrzewkę przed meczem.
Jak to zrobić w praktyce:
Multitasking, czyli wielozadaniowość, to mit. Dosłownie. Mózg ludzki nie potrafi wykonywać dwóch zadań poznawczych jednocześnie — może tylko szybko przełączać się między nimi. A każde takie przełączenie kosztuje. Badania Gloria Mark z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Irvine pokazują, że po każdej przerwie potrzebujemy średnio 23 minut, żeby w pełni wrócić do koncentracji na poprzednim zadaniu.
Policz sobie, ile razy dzisiaj przerywałeś coś, żeby sprawdzić telefon.
Uważność Jeśli chodzi o pracy to przede wszystkim decyzja: teraz robię jedną rzecz i tylko ją. To brzmi banalnie, bo jest proste. Prostota nie znaczy jednak łatwość. To jedna z najtrudniejszych rzeczy, jakie możesz zrobić w środowisku pracy, które jest zaprojektowane tak, żebyś był stale rozproszony.
Konkretna technika, którą stosuję:
Ta ostatnia wskazówka jest kluczowa. Często przerywamy sobie sami — pojawia się myśl „a, trzeba jeszcze to napisać" i już nas nie ma przy tym, co robiliśmy. Kartka z listą rzeczy do zrobienia to twój zewnętrzny dysk twardy. Tam możesz bezpiecznie odłożyć myśl bez ryzyka, że ją zapomnisz.
Widziałem to setki razy w firmach, z którymi pracowałem. Ludzie wychodzą na „przerwę kawową" i przez całe pięć minut siedzą ze smartfonem, scrollując social media (media społecznościowe) albo odpowiadając na kolejne wiadomości. To nie jest przerwa. To jest kontynuacja pracy przy innym narzędziu.
Przerwa to moment, w którym dajesz swojemu mózgowi czas na pracę w tle. Neurolodzy nazywają to trybem domyślnym (ang. default mode network) — stan, w którym mózg przetwarza informacje, łączy ze sobą wątki i generuje kreatywne rozwiązania. Blokujesz ten proces, kiedy natychmiast zamieniasz jeden bodziec na drugi.
Uważna przerwa wygląda tak:
Brzmi absurdalnie prosto. Wiem. A jednak kiedy proponuję to uczestnikom moich szkoleń i proszę ich, żeby spróbowali przez tydzień, większość z nich zgłasza, że po raz pierwszy od długiego czasu zaczęli wracać do biurka z energią, a nie z poczuciem, że nic im to nie dało.
To technika, którą zapożyczyłem z programu MBSR (Mindfulness-Based Stress Reduction, czyli Redukcja Stresu Oparta na Uważności) opracowanego przez Jona Kabat-Zinna na Uniwersytecie Massachusetts. W skrócie: chodzi o to, żeby na chwilę przenieść uwagę na własne ciało i sprawdzić, co się w nim dzieje.
Dlaczego właśnie podczas spotkań? Bo spotkania to jeden z największych generatorów stresu w środowisku zawodowym. Czujesz napięcie w szczęce? Zaciśnięte ramiona? Nogi splecione pod krzesłem? Twoje ciało mówi ci coś ważnego — i zazwyczaj ignorujesz ten sygnał.
Technika jest prosta i — co ważne — niewidoczna dla innych uczestników spotkania:
Pamiętam, jak na jednym z warsztatów w dużej firmie technologicznej jeden z menedżerów powiedział mi po przerwie, z lekkim zdziwieniem w głosie: „Zrobiłem ten skan na spotkaniu zarządu i nagle zdałem sobie sprawę, że siedziałem z zaciśniętymi pięściami od dwudziestu minut. Nie miałem o tym pojęcia." To jest właśnie clue tej praktyki — nie chodzi o relaks, chodzi o świadomość.
Większość ludzi nie kończy pracy. Oni po prostu przestają siedzieć przy biurku. Myślami są jeszcze w mailach, w niezakończonych projektach, w jutrzejszych spotkaniach. Jedzą kolację z rodziną i są przy niej tylko fizycznie.
Uważność to nie tylko to, co robisz w pracy — to też umiejętność pełnego wyjścia z niej. I tu przydaje się rytuał zamknięcia dnia. Nie wymaga dużo czasu. Zajmuje od pięciu do dziesięciu minut i jest jedną z najważniejszych praktyk, które znam.
Jak wygląda mój rytuał zamknięcia:
Ten ostatni element — werbalne zamknięcie — to nie jest ezoteryka. To trening warunkowania. Twój mózg uczy się, że po tym sygnale praca się skończyła. Z czasem staje się to automatyczne i realnie obniża poziom kortyzolu (hormonu stresu) w godzinach wieczornych. Badania Kalliopy Nycki i jej zespołu z 2021 roku opublikowane w czasopiśmie Applied Psychology wskazują, że rytuały domknięcia dnia pracy znacząco redukują ruminacje, czyli natrętne powracanie myślami do spraw zawodowych poza godzinami pracy.
Największy błąd, jaki popełniają ludzie przy wprowadzaniu nowych praktyk, to próba zmiany wszystkiego naraz. Czytają artykuł taki jak ten i postanawiają: od jutra rano 90 sekund ciszy, potem praca w blokach, przerwy bez telefonu, skan ciała na spotkaniach i rytuał zamknięcia. Po trzech dniach mają dość, bo czują się, jakby zarządzanie własną uważnością stało się kolejnym zadaniem do odhaczenia.
Wybierz jedną z tych pięciu praktyk. Tylko jedną. Stosuj ją przez dwa tygodnie. Dopiero potem, jeśli weszła w nawyk, dodaj drugą.
Uważność to nie stan, który osiągasz. To mięsień, który trenujesz. I jak każdy mięsień — potrzebuje czasu, żeby nabrać siły. Nie zniechęcaj się tym, że twój umysł błądzi. To nie jest oznaka, że robisz to źle. To jest właśnie materiał do pracy.
Zacznij jutro rano. Przed pierwszym mailem, przed pierwszym spotkaniem, przed pierwszym scrollowaniem. 90 sekund. Tylko tyle. I obserwuj, co się zmienia.