Strach przed firmą? Twój mózg cię oszukuje
W zeszłym tygodniu rozmawiałem z człowiekiem, który od pięciu lat planuje założenie własnej firmy. Pięciu lat. Ma koncepcję, ma wiedzę, ma doświadczenie. Ma wszystko oprócz jednego – nie założył tej cholernej firmy.
Kiedy zapytałem dlaczego, usłyszałem listę obaw tak długą, że starczyłaby na trzytomową encyklopedię.
Znam to. Widziałem setki takich historii. Odkryłem coś, co może cię zaskoczy – ten strach przed założeniem firmy wcale nie dotyczy tego, czego się obawiasz.
Dobra, powiem wprost. Twój mózg ewoluował przez miliony lat, żeby chronić cię przed niebezpieczeństwem. Tyle że w epoce, kiedy groziły ci dzikie zwierzęta i głód, każda zmiana mogła oznaczać śmierć. Dziś? Dziś założenie działalności gospodarczej to kilka kliknięć w systemie CEIDG i 170 złotych miesięcznie składki zdrowotnej.
Twój mózg jednak nadal reaguje na tę perspektywę jak na spotkanie z tygrysem szablozębnym.
Kiedy myślisz o założeniu firmy, dostajesz:
I co robisz? Interpretujesz te sygnały jako „znak, że to zły pomysł". Mylisz strach przed zmianą z intuicją, która ostrzega cię przed realnym zagrożeniem.
Nie ma różnicy między strachem przedsiębiorcy, który zakłada pierwszą firmę, i przedsiębiorcy, który zakłada piątą. Różnica jest w tym, co robią z tym strachem. Doświadczeni wiedzą, że strach to po prostu szum informacyjny, który trzeba przefiltować.
Zebrałem całą kolekcję wymówek, które ludzie wymyślają, żeby nie założyć firmy. Sprawdź, ile z nich rozpoznajesz u siebie:
Mój ulubiony absurd. Ludzie myślą, że do założenia firmy potrzebują kapitału jak do budowy elektrowni atomowej. Spotkałem osobę, która odłożyła start swojego biznesu, bo „miała tylko" 50 tysięcy złotych oszczędności. Widziałem też ludzi, którzy zaczynali z tysiącem złotych i budowali firmy warte miliony.
Rzeczywistość? Większość firm usługowych możesz zacząć praktycznie bez kapitału. Konsulting, copywriting, projektowanie, szkolenia, coaching – potrzebujesz komputer i internet.
Ludzie nie kupują pomysłów. Kupują rozwiązania swoich problemów.
Rok 2012. Pracowałem wtedy z psychologiem, który narzekał, że „nie ma pomysłu na firmę". W międzyczasie skarżył się, że nie może znaleźć dobrego oprogramowania do prowadzenia dokumentacji pacjentów. Pokazałem mu, że właśnie znalazł swój pomysł – rozwiązanie problemu, który sam ma. Dziś ma firmę software'ową z 30 pracownikami.
Nigdy nie będziesz gotowy. Nigdy. To jak czekanie na idealny moment, żeby mieć dziecko albo idealną pogodę, żeby wyjechać na wakacje. Możesz czekać całe życie.
Gotowość to złudzenie. Uczysz się prowadzenia firmy prowadząc firmę, nie czytając o tym kolejną książkę.
A co jeśli się uda?
Ta wymówka mnie fascynuje najbardziej. Pokazuje jak asymetrycznie oceniamy ryzyko. Boisz się porażki w biznesie, więc zostajesz w pracy, gdzie:
Które ryzyko jest większe?
Teraz wchodzimy głębiej. Ten strach przed założeniem firmy to rzadko jest strach przed firmą samą w sobie. To coś innego:
W pracy na etacie masz szefa, procedury, struktury. Ktoś inny podejmuje trudne decyzje. Ty wykonujesz. W swojej firmie? Wszystkie decyzje są twoje. Wszystkie konsekwencje są twoje.
To przerażające. I absolutnie normalne.
Pierwsze lata prowadzenia własnej działalności budziłem się w nocy z sercem bijącym jak młotem. Myślałem o klientach, o zobowiązaniach, o decyzjach. Z czasem zrozumiałem coś kluczowego – ta odpowiedzialność to nie ciężar. To wolność.
Co powie rodzina? Przyjaciele? Znajomi z pracy? „Normalny człowiek nie rzuca stałej posady". „To jest nierozsądne". „Myślałem, że jesteś mądrzejszy".
Znasz to.
Mam dla ciebie informację, która może zaboleć: ludzie, którzy cię oceniają, najczęściej sami nie mieli odwagi zrobić nic znaczącego w swoim życiu. Twoja odwaga przypomina im o ich własnej bierności. I to boli.
Więc cię atakują.
To jest rdzeń sprawy. Głęboko w środku boisz się, że jak spróbujesz i się nie uda, to będzie dowód na twoją nieudolność. Póki nie próbujesz, możesz żyć w iluzji, że „gdybyś chciał, tobyś mógł".
Ten mechanizm psychologiczny nazywamy samoutrudnianiem. Tworzymy sobie przeszkody, żeby później mieć wymówkę, dlaczego nie osiągnęliśmy sukcesu.
Rzeczywistość? Porażka w biznesie nic nie mówi o twojej wartości jako człowieka. Mówi tylko, że ten konkretny pomysł, w tym konkretnym momencie, w tym konkretnym wykonaniu nie zadziałał. Kropka.
Dość teorii. Czas na konkretne działania, które możesz wdrożyć już dziś:
Nie „boję się założyć firmę". To za ogólne. Weź kartkę i wypisz dokładnie, czego się boisz:
Konkretne strachy można rozwiązać. Ogólny lęk tylko paraliżuje.
Weź każdy strach z listy i zadaj pytania:
Przykład: Boisz się bankructwa. Jaka jest realna szansa, że zbankrutujesz, jeśli zaczynasz małą działalność usługową przy obecnej pracy? Bardzo mała. A nawet jeśli – ludzie przeżywają bankructwa i budują kolejne firmy.
Nie musisz jutro rezygnować z pracy i otwierać biura. Możesz:
Największy błąd to myślenie „wszystko albo nic". Możesz testować swój pomysł małymi krokami, które nie zagrażają twojej stabilności.
Strach rośnie w izolacji. Jak rozmawiasz z ludźmi, którzy założyli firmy, nagle okazuje się, że oni też się bali. I jakoś żyją.
Wystarczy, że porozmawiasz z trzema osobami, które mają firmy w twojej branży. Zapytaj ich wprost: „Czego się bałeś na początku? Co było najtrudniejsze? Czy było warto?"
Bez terminu będziesz „zastanawiał się" przez kolejne lata. Postaw sobie konkretną datę – nie na założenie firmy, ale na podjęcie decyzji czy to robisz, czy nie.
Przyjmij zasadę: do [konkretna data] albo zaczynam, albo świadomie rezygnuję i przestaję się tym stresować. Obie opcje są OK. Gorsza jest ta permanentna szara strefa „może kiedyś".
Tu będę brutalnie szczery.
Widziałem dwa typy żalu. Żal ludzi, którzy spróbowali i się nie udało. I żal ludzi, którzy nigdy nie spróbowali.
Żal pierwszej grupy jest konkretny, ograniczony czasowo i możliwy do przepracowania. „Próbowałem, nie wyszło, nauczyłem się czegoś, poszedłem dalej".
Żal drugiej grupy jest toksyczny, narasta z każdym rokiem i zjada człowieka od środka. „Co by było, gdybym spróbował? Jak wyglądałoby moje życie?"
Po latach ten żal zamienia się w gorycz. Widzę to u ludzi po pięćdziesiątce. Nie mówią „żałuję, że założyłem firmę". Mówią „żałuję, że nigdy nie spróbowałem".
To jest realne ryzyko, przed którym powinieneś się bać. Nie ryzyko porażki. Ryzyko nigdy nie odkrycia swojego potencjału.
Skoro doczytałeś aż tutaj, znaczy że ten temat jest dla ciebie ważny. Gdzieś w środku wiesz, że chcesz coś zmienić. Nie pozwól, żeby ten impuls zgasł.
W ciągu najbliższych 48 godzin zrób jedną konkretną rzecz, która przybliży cię do założenia firmy:
Cokolwiek. Jeden krok. Zobaczysz, że strach nie znika po podjęciu działania. Przestaje cię paraliżować.
Pamiętaj – ten strach, który teraz czujesz, będzie z tobą zawsze. Udane firmy nie zakładają ludzie bez strachu. Zakładają je ludzie, którzy działają mimo strachu.
Różnica jest fundamentalna.
Teraz pytanie brzmi: kim chcesz być? Osobą, która przez kolejne pięć lat będzie „się zastanawiać"? Czy osobą, która spróbuje i przekona się, co jest po drugiej stronie tego strachu.
Wybór, jak zawsze, należy do ciebie.