Mindfulness · · 12 lutego 2026

Skrzepy po szczepionce J&J. Naukowcy znaleźli przyczynę

Skrzepy po szczepionce J&J. Naukowcy znaleźli przyczynę

Wiosną 2021 roku kilkanaście osób zaszczepionych preparatem Johnson & Johnson trafiło do szpitali z groźnymi zakrzepami krwi. Szczepienia wstrzymano. Media huczały od spekulacji.

A teraz – pięć lat później – naukowcy wreszcie wiedzą, co poszło nie tak.

I nie, to nie była wina samej szczepionki. Przynajmniej nie tylko.

Genetyczna ruletka

Zespół naukowców opublikował właśnie w prestiżowym czasopiśmie wyniki badań, które pokazują coś fascynującego: problem miał podłoże genetyczne. Niektórzy ludzie mają w swoim DNA wariant, który sprawia, że ich układ odpornościowy reaguje na szczepionkę w nietypowy sposób.

Twoje ciało to system alarmowy. U większości ludzi szczepionka uruchamia standardowy alarm – "intruz, trzeba go zwalczyć". U osób z tym konkretnym wariantem genetycznym alarm zwariował. Zaczął atakować własne płytki krwi.

Efekt? Paradoksalny: z jednej strony zakrzepy (bo płytki się sklejają), z drugiej krwawienia (bo płytki są niszczone). Jakby hamulce w samochodzie zacisnęły się i odmówiły posłuszeństwa jednocześnie.

Dlaczego akurat te preparaty

Problem dotyczył dwóch szczepionek: Johnson & Johnson i Astrazeneca. Oba wykorzystywały technologię wektorową – niegroźny wirus (adenowirus) dostarczał do komórek instrukcje produkcji białka koronawirusa.

Szczepionki mRNA (Pfizer, Moderna) działały inaczej – zamiast wirusa używały cząsteczek tłuszczu jako "kuriera". Tam tego problemu nie było.

Naukowcy odkryli, że u osób z określonym profilem genetycznym białka z adenowirusa wiązały się z pewnym czynnikiem we krwi (PF4 – czynnik płytkowy 4). To połączenie wyglądało dla układu odpornościowego jak zagrożenie. Organizm produkował przeciwciała, które atakowały własne płytki.

W uproszczeniu: szczepionka przypadkowo wyglądała jak coś złego. Tylko dla ludzi z konkretną genetyczną "czułością".

Jak rzadki był ten problem

Zanim zaczniemy panikować: mówimy o skali 1 przypadek na 100 tysięcy zaszczepionych osób. Dla porównania – ryzyko zakrzepów po COVID-19 było kilkaset razy wyższe.

W USA było około 60 potwierdzonych przypadków tego powikłania. Dziewięć osób zmarło. Tragedia dla tych rodzin. Ale statystycznie? Szczepionka uratowała dziesiątki tysięcy razy więcej istnień, niż zagroziła.

Problem w tym, że w 2021 nikt tego nie rozumiał. Lekarze nie wiedzieli, na co patrzą. Pacjenci trafiali do szpitali z objawami, które wyglądały jak klasyczne zakrzepy – więc dostawali heparynę (lek rozrzedzający krew).

A to tylko pogarszało sprawę. Bo mechanizm był inny.

Co to zmienia dla przyszłych szczepionek

To odkrycie zmienia sposób myślenia o bezpieczeństwie leków. Do tej pory testowano preparaty na tysiącach ochotników i szukano problemów statystycznych. Jeśli powikłanie zależy od rzadkiego wariantu genetycznego, możesz przebadać 50 tysięcy osób i go nie zauważyć.

Teraz pojawiają się pytania: czy powinniśmy robić testy genetyczne przed szczepieniem? Czy da się przewidzieć, kto jest w grupie ryzyka?

Naukowcy mówią ostrożnie: to możliwe, ale nie proste. Wariant genetyczny, który zidentyfikowali, występuje u sporej części populacji. Nie każdy, kto go ma, dostaje zakrzepów. Musi się złożyć kilka czynników naraz – genetyka, stan układu odpornościowego w momencie szczepienia, może nawet dieta czy stres.

To trochę jak z alergią na orzechy. Wiemy, że istnieje. Wiemy, kto jest w grupie ryzyka. Nie zakazujemy orzechów wszystkim – uczymy się, jak reagować, gdy problem się pojawi.

Lekcja z pandemii

Ta historia pokazuje coś ważnego o tym, jak działamy pod presją. W 2021 świat potrzebował szczepionek natychmiast. Nie było czasu na dziesięcioletnie badania. Podjęto ryzyko – świadome, ale ryzyko.

Okazało się, że w 99,999% przypadków było warto. Dla tego 0,001% – rodzin, które straciły bliskich – statystyka nie jest pocieszeniem.

Teraz, kiedy wiemy więcej, możemy działać mądrzej. Lekarze wiedzą, jak rozpoznać ten typ zakrzepów. Wiedzą, że heparyna to zły pomysł – trzeba użyć innych leków. A naukowcy pracują nad tym, żeby przyszłe szczepionki były jeszcze bezpieczniejsze.

Dla osób zaszczepionych J&J w przeszłości: jeśli minęło już kilka tygodni od szczepienia i nic się nie stało, jesteś bezpieczny. Powikłanie pojawiało się w ciągu 4-28 dni po zastrzyku. Po tym czasie ryzyko spada praktycznie do zera.

Czego nas to uczy o naszych ciałach

Najbardziej fascynujące w tej historii jest coś innego: jak bardzo jesteśmy różni na poziomie molekularnym. Dwie osoby mogą wyglądać identycznie, mieć tę samą grupę krwi, ten sam wiek – a ich organizmy zareagują na ten sam lek zupełnie inaczej.

Medycyna przez wieki traktowała nas jak maszyny: ten sam problem, to samo rozwiązanie.

Idziemy w stronę medycyny spersonalizowanej – takiej, która bierze pod uwagę Twoją unikalną genetykę, historię, nawet bakterie w Twoim jelicie.

To nie science fiction. To już się dzieje. A odkrycie przyczyny zakrzepów po szczepionce J&J to kolejny krok w tym kierunku.

Nie oznacza to, że szczepionki były złe. Oznacza, że jesteśmy coraz lepsi w rozumieniu, jak dopasować medycynę do człowieka – nie na odwrót.

Źródła

Udostępnij:
Autor

Jan Gajos

Ładowanie danych autora...