Perfekcjonizm a syndrom oszusta: dwa oblicza tej samej cechy
Siedzisz na spotkaniu zespołu. Właśnie pochwałono Twoją pracę. A Ty myślisz: "Gdyby wiedzieli, jak długo mi to zajęło. Albo ile razy musiałem to poprawiać. Każdy by to zrobił lepiej."
Znasz to uczucie?
Naukowcy właśnie odkryli coś fascynującego o związku między perfekcjonizmem a syndromem oszusta. I nie — nie chodzi o to, żeby przestać dążyć do doskonałości.
perfekcjonizm to nie jedna cecha. To trzy różne wzorce zachowania.
Pierwszy typ: perfekcjonizm skierowany na siebie. Stawiasz sobie nierealistyczne standardy i bezlitośnie się krytykujesz, gdy ich nie osiągniesz. Jesteś własnym tyranem.
Drugi: perfekcjonizm skierowany na innych. Oczekujesz doskonałości od ludzi wokół siebie. Szef, który poprawia każdy przecinek w mailu? Właśnie on.
Trzeci: perfekcjonizm przepisany społecznie. Wierzysz, że inni oczekują od Ciebie perfekcji. Nie Ty stawiasz sobie poprzeczkę — to świat ją stawia. I zawsze jest za wysoko.
Badanie opublikowane w "Personality and Individual Differences" pokazało coś pozornie oczywistego: syndrom oszusta (uczucie, że nie zasługujesz na swoje sukcesy i zaraz ktoś Cię "zdemaskuje") najsilniej wiąże się z dwoma typami perfekcjonizmu.
Perfekcjonizm skierowany na siebie? Silny związek.
Perfekcjonizm przepisany społecznie? Jeszcze silniejszy.
Jeśli masz oba — gratulacje, trafiłeś na główną wygraną w loterii syndromu oszusta. Nie tylko sam się bezlitośnie oceniasz, ale też jesteś przekonany, że wszyscy wokół czekają na Twój błąd.
Żyjesz z wewnętrznym krytykiem, który ma chór wspierających go głosów z zewnątrz.
I tu robi się naprawdę ciekawie.
Perfekcjonizm skierowany na innych — oczekiwanie doskonałości od ludzi wokół — działa jak pancerz. Osoby z tym typem perfekcjonizmu rzadziej doświadczają syndromu oszusta.
Czemu?
Bo jeśli uważasz, że to inni nie spełniają standardów (nie Ty), trudniej jest uwierzyć, że to Ty jesteś oszustem. Problem leży gdzie indziej — w tych wszystkich niedoskonałych ludziach wokół.
To nie jest zdrowe. Ale chroni przed wątpliwościami w siebie.
Badacze odkryli też coś jeszcze: osoby z wysokim poziomem narcyzmu grandioznego (przekonanie o własnej wyjątkowości i wyższości) również są bardziej odporne na syndrom oszusta. Ciężko czuć się oszustem, gdy jesteś przekonany, że jesteś genialny.
dwie osoby — obie perfekcjonistki.
Anna kończy projekt. Jej pierwsza myśl: "Mogłam to zrobić lepiej. Punkt trzeci jest słaby. Pewnie wszyscy to zauważą. Miałam szczęście, że w ogóle to zaakceptowali."
Marek kończy ten sam projekt. Jego pierwsza myśl: "Niezłe. Szkoda, że zespół nie dał rady na czas z danymi — musiałem to sam poprawić. Wyszło dobrze."
Oboje są perfekcjonistami. Anna krytykuje siebie. Marek krytykuje innych.
Anna będzie miała syndrom oszusta. Marek nie.
Badanie obejmowało 288 osób i wykorzystało sprawdzone narzędzia psychologiczne do mierzenia zarówno perfekcjonizmu, jak i syndromu oszusta. Solidna podstawa do wniosków.
Jest jednak haczyk — to badanie przekrojowe. Pokazuje związek, nie przyczynę. Nie wiemy, czy perfekcjonizm prowadzi do syndromu oszusta, czy może syndrom oszusta wzmacnia pewne typy perfekcjonizmu.
Pewnie działa w obie strony.
Ważniejsze pytanie: co z tym zrobić.
Jeśli rozpoznajesz w sobie perfekcjonizm skierowany na siebie, zwróć uwagę na swój wewnętrzny dialog. Jak rozmawiasz ze sobą po zakończeniu projektu? Po popełnieniu błędu? Po sukcesie.
Czy rozmawiasz ze sobą jak z przyjacielem, czy jak z wrogiem.
Jeśli czujesz, że świat oczekuje od Ciebie perfekcji — zapytaj się: skąd to wiem? Kto mi to powiedział? Czy to fakt, czy moja interpretacja.
Bo często okazuje się, że te oczekiwania żyją tylko w naszej głowie. Ludzie wokół są o wiele bardziej wyrozumiali, niż nam się wydaje.
Wysokie standardy to dobra rzecz. Dbałość o jakość to dobra rzecz.
Problem zaczyna się, gdy te standardy stają się narzędziem do bicia siebie. Gdy każdy błąd to dowód na to, że jesteś oszustem. Gdy każdy sukces to "szczęście" albo "przypadek".
Wtedy perfekcjonizm przestaje być motywacją, a staje się więzieniem.
I wtedy warto zapytać: dla kogo właściwie to robię? I co by się stało, gdybym był dla siebie choć trochę łagodniejszy.