Ekstrawertyk - czy to zawsze zaleta?
Na szkoleniu z zarządzania, które prowadziłem rok temu, poznałem Marcina. Typ spod znaku "dusza towarzystwa". Wchodził do sali jako ostatni, z głośnym "Cześć wszystkim!", od razu zaczął rozdawać wizyty, żartować, nawiązywać kontakty. Po trzech godzinach zajęć przyznał mi się w kuluarach: "Jan, jestem wykończony. Muszę iść do pokoju hotelowego i po prostu leżeć w ciszy". Zaskoczony? Marcin nie był ekstrawertykiem. Był introwertykiem, który przez 20 lat kariery udawał kogoś innego, bo wbito mu do głowy, że tylko ekstrawertycy odnoszą sukces.
I tutaj dochodzimy do sedna. Żyjemy w kulturze, która wywindowała ekstrawersję na piedestał. Otwartość, towarzyskość, energia w kontaktach z ludźmi - to wszystko sprzedaje się jako przepis na sukces. Tyle że jak z każdym przepisem - działa świetnie dla niektórych składników, a inne po prostu spala.
Przez 18 lat pracy z ludźmi w biznesie widziałem setki osób, które próbowały wtłoczyć się w ten ekstrawertyczny szablon. Rezultat? Wypalenie, frustracja i paradoksalnie - gorsze wyniki niż wtedy, gdy pracowali zgodnie z własną naturą.
Ekstrawersja ma swoje niezaprzeczalne zalety. Ekstrawertycy:
Znajomy broker ubezpieczeniowy, klasyczny ekstrawertyk, zawiera 80% umów podczas nieformalnych spotkań. Kawa, obiad, drink po pracy - to jego żywioł. Dla niego każda rozmowa to potencjalna szansa biznesowa i nie męczy go to. Wręcz przeciwnie - czerpie z tego energię.
Problem zaczyna się wtedy, gdy ekstrawertycy:
Ekstrawertycy mają jedną fundamentalną słabość, o której się rzadko mówi - uzależnienie od zewnętrznej walidacji.
Kiedy czerpiesz energię z reakcji innych ludzi, łatwo wpaść w pułapkę ciągłego szukania aprobaty. Widziałem to u menedżerów, którzy podejmowali fatalne decyzje biznesowe, bo bardziej zależało im na byciu lubianymi niż na byciu skutecznymi.
Pamiętam Kasię - dyrektorkę działu marketingu w średniej wielkości firmie. Ekstrawertyczka z krwi i kości. Każde spotkanie zespołowe to był show. Energia, entuzjazm, wszystkich zapalała do działania. Problem? Nie potrafiła powiedzieć "nie". Każdy pomysł pracownika był "super", każda inicjatywa "rewelacyjna". W efekcie zespół pracował nad 15 projektami jednocześnie, z których żaden nie został dokończony porządnie.
Druga ciemna strona - powierzchowność w relacjach.
Ekstrawertycy często mają dziesiątki znajomych, setki kontaktów na Linkedin, tysiące obserwujących. Zapytaj ich, ilu z tych ludzi naprawdę ich zna. Prawdziwie zna - wie, co ich trapi, czego się boją, o czym marzą. Odpowiedź bywa bolesna.
Jeden z moich klientów, przedsiębiorca z branży eventowej, przyznał mi kiedyś: "Jan, znam 500 osób po imieniu. I czuję się samotny jak , bo z żadną z nich nie mogę porozmawiać o tym, co naprawdę czuję". To jest cena, o której rzadko się mówi.
Teraz uwaga - coś, co może cię zaskoczyć. Większość naprawdę skutecznych liderów, których spotkałem, to introwerscy ekstrawertycy albo po prostu introwerscy ludzie, którzy nauczyli się funkcjonować w ekstrawertycznym świecie.
Dlaczego?
Introwersja daje ci coś, czego desperacko brakuje w dzisiejszym świecie biznesu - zdolność do głębokiego myślenia. Kiedy nie potrzebujesz natychmiastowej reakcji innych, kiedy potrafisz usiąść sam z problemem i go rozkminiać - masz przewagę konkurencyjną.
Bill Gates co roku wyjeżdża na "tydzień myślenia" - zamyka się w chatce nad jeziorem, bez ludzi, bez rozrywek. Tylko on i książki. Warren Buffett spędza 80% czasu na czytaniu i myśleniu. Sam. Barack Obama, wbrew pozorom, to klasyczny introwertyk, który nauczył się funkcjonować jako przywódca.
Mam klienta - inwestora, który zbudował portfel wartości kilkudziesięciu milionów. Spotkania biznesowe? Maximum dwa dziennie. Resztę czasu spędza na analizie, czytaniu, przemyśleniach. Mówi mi: "Jan, moja przewaga to to, że kiedy inni biegają po eventach networkingowych, ja siedzę i myślę. I podejmuję lepsze decyzje".
Wróćmy do Marcina z początku artykułu. Przez 20 lat udawał ekstrawertyka. Rezultat? Trzy wypalenia zawodowe, problemy z sercem w wieku 42 lat, rozpad małżeństwa.
Dopiero kiedy pozwolił sobie być sobą - introwertykiem, który potrafi się świetnie "włączyć" w tryb ekstrawertyczny na kilka godzin, a potem potrzebuje ciszy - jego życie się zmieniło. Kariera poszła do przodu, zdrowie się poprawiło, relacje się uporządkowały.
Nauczyłem się rozpoznawać "fałszywych ekstrawertyków" po kilku sygnałach: - Po intensywnej interakcji społecznej są wyczerpani (prawdziwi ekstrawertycy są naładowani)
Jeśli się w tym rozpoznajesz - mam dla ciebie informację. Nie musisz być ekstrawertykiem, żeby odnosić sukcesy. Naprawdę. Żyjemy w czasach, kiedy możesz zbudować milionowy biznes prowadząc newsletter z sypialni (znam takie osoby). Kiedy możesz być skutecznym liderem, nie będąc duszą towarzystwa. ## Jak znaleźć swoją autentyczną ekstrawersję (albo jej brak)?
Przez lata wypracowałem kilka pytań, które pomagają ludziom zrozumieć, kim naprawdę są: Pytanie 1: Co ci daje energię, a co ją zabiera?
To nie to samo co "co lubisz". Możesz lubić spotkania towarzyskie i jednocześnie wychodzić z nich wyczerpany. Albo możesz nie lubić spotkań, ale faktycznie czuć się po nich naładowany.
Prawdziwi ekstrawertycy po intensywnym dniu pełnym interakcji są zmęczeni fizycznie, ale psychicznie - na topie. Introwerscy są wyczerpani mentalnie i potrzebują ciszy. Pytanie 2: Gdzie podejmujesz najlepsze decyzje?
W trakcie rozmowy z kimś czy w samotności, po przemyśleniu?
Ekstrawertycy często myślą "na głos", potrzebują soundboard'u (deski rezonansowej) w postaci innych osób. Introwerscy potrzebują czasu i przestrzeni. Pytanie 3: Jak wyglądają twoje idealne wakacje?
Resort all-inclusive pełen ludzi i animacji czy domek w górach z książką?
Nie ma dobrej ani złej odpowiedzi. Jest tylko szczera. Pytanie 4: Co robisz, kiedy masz ciężki dzień?
Dzwonisz do znajomych, idziesz na piwo, szukasz towarzystwa? Czy raczej zamykasz się w domu, wyłączasz telefon i potrzebujesz być sam?
To jedna z najbardziej wiarygodnych dróg do odkrycia swojej prawdziwej natury. ## Praktyczny plan działania - niezależnie od tego, kim jesteś Jeśli jesteś ekstrawertykiem: 1. Naucz się samotności - zaplanuj minimum 30 minut dziennie tylko dla siebie, bez ludzi, bez telefonu. Buduj zdolność do głębokiego myślenia. 2. Przestań podejmować decyzje natychmiast - wprowadź zasadę: ważne decyzje śpią minimum jedną noc. Twoja natychmiastowa reakcja nie zawsze jest najlepsza. 3. Buduj głębsze relacje - zamiast kolejnego eventingu networkingowego, spotkaj się jeden na jeden z kimś, kogo już znasz. Jakość ponad ilość. 4. Znajdź introwertycznego partnera - w biznesie, w projekcie, w życiu. Ktoś, kto myśli inaczej niż ty, to twoja największa wartość. Jeśli jesteś introwertykiem: 1. Naucz się "włączać ekstrawersję" na czas - to umiejętność, nie natura. Możesz być towarzyski przez 2 godziny, potem potrzebujesz regeneracji. I to jest OK. 2. Nie usprawiedliwiaj się - przestań mówić "przepraszam, ale jestem introwertykiem". Twoja introwersja to siła, nie wada. 3. Projektuj swój dzień - jeśli masz ważne spotkanie, zabezpiecz sobie czas przed i po na regenerację. Nie pakuj 8 spotkań dziennie. 4. Wykorzystuj swoją siłę - głębokie myślenie, analiza, strategia - to twoje pole. Sprzedawaj to jako wartość. Jeśli nie wiesz, kim jesteś: 1. Prowadź dziennik energii - przez tydzień zapisuj, po jakich aktywnościach czujesz się naładowany, a po jakich wyczerpany. Zobaczysz wzór. 2. Eksperymentuj - spróbuj tydzień żyć jak ekstrawertyk, tydzień jak introwertyk. Zobacz, co ci pasuje. 3. Przestań słuchać rad typu "musisz być bardziej otwarty" - jedyne, co musisz, to być sobą. Skutecznie. ## Moja droga - od udawania do autentyczności
Powiem ci coś, czego nie mówię często. Przez pierwsze 5 lat kariery trenerskiej udawałem większego ekstrawertyka, niż jestem naprawdę. Myślałem, że trener to musi być taki Tony Robbins - energia, animacja, show.
Paliłem się w zawrotnym tempie.
Przełom przyszedł, kiedy zacząłem prowadzić mniejsze grupy, robić więcej indywidualnych konsultacji, dawać sobie przestrzeń na regenerację. Paradoksalnie - zacząłem być skuteczniejszy. Bo przestałem grać rolę.
Dziś wiem, że jestem gdzieś pośrodku. Potrafię poprowadzić intensywne szkolenie dla 50 osób i czerpię z tego satysfakcję. Potrzebuję potem dwóch dni ciszy. I już się z tego nie tłumaczę.
Moja skuteczność jako trenera wzrosła nie wtedy, kiedy stałem się bardziej ekstrawertyczny, ale wtedy, kiedy przestałem udawać i zacząłem wykorzystywać swoją naturalną mieszankę cech.
Ekstrawersja nie jest zaletą. Introwersja też nie jest zaletą. To po prostu cechy. Zaleta to umiejętność wykorzystania tego, co masz.
Widziałem ekstrawertyków, którzy budowali imperia biznesowe i takich, którzy wypalali się co dwa lata. Widziałem introwertyków, którzy byli charyzmatycznymi liderami i takich, którzy chowali się za tym jak za wymówką.
Różnica? Autentyczność plus świadome wykorzystanie swoich mocnych stron.
Jeśli jesteś ekstrawertykiem - świetnie. Naucz się samotności i głębokiego myślenia. Jeśli jesteś introwertykiem - doskonale. Naucz się "włączać" ekstrawersję na czas, kiedy jest potrzebna. Jeśli jesteś gdzieś pośrodku - jeszcze lepiej, masz dostęp do obu światów.
Przestań pytać "czy powinienem być bardziej ekstrawertyczny?". Zacznij pytać "jak mogę być najbardziej skuteczną wersją siebie?". To jest jedyne pytanie, które ma sens.
I teraz twoja kolej - przestań udawać. Zidentyfikuj, kim naprawdę jesteś. I zacznij to wykorzystywać jako przewagę, a nie wadę.
Bo w biznesie i w życiu nie wygrywają ekstrawertycy ani introwerscy. Wygrywają autentyczni.