Ekstrawertyk - czy to zawsze zaleta?
Na szkoleniu z zarządzania poznałem Marcina. Typ spod znaku "dusza towarzystwa". Wchodził do sali jako ostatni, z głośnym "Cześć wszystkim!", od razu rozdawał wizyty, żartował, nawiązywał kontakty. Po trzech godzinach zajęć przyznał mi się w kuluarach: "Jan, jestem wykończony. Muszę iść do pokoju hotelowego i po prostu leżeć w ciszy".
Marcin nie był ekstrawertykiem. Był introwertykiem, który przez 20 lat kariery udawał kogoś innego, bo wbito mu do głowy, że tylko ekstrawertycy odnoszą sukces.
Żyjemy w kulturze, która wywindowała ekstrawersję na piedestał. Otwartość, towarzyskość, energia w kontaktach z ludźmi - to wszystko sprzedaje się jako przepis na sukces. Tyle że jak z każdym przepisem - działa świetnie dla niektórych składników, a inne po prostu spala.
Widziałem setki osób, które próbowały wtłoczyć się w ten ekstrawertyczny szablon. Rezultat? Wypalenie, frustracja i paradoksalnie - gorsze wyniki niż wtedy, gdy pracowali zgodnie z własną naturą.
Ekstrawersja ma swoje niezaprzeczalne zalety. Ekstrawertycy:
Znajomy broker ubezpieczeniowy, klasyczny ekstrawertyk, zawiera 80% umów podczas nieformalnych spotkań. Kawa, obiad, drink po pracy - to jego żywioł. Dla niego każda rozmowa to potencjalna szansa biznesowa i nie męczy go to. Wręcz przeciwnie - czerpie z tego energię.
Problem zaczyna się wtedy, gdy ekstrawertycy:
Widziałem to dosłownie tydzień temu. Klient - właściciel firmy IT - przyszedł do mnie z problemem. Świetny w sprzedaży, genialny w budowaniu zespołu, kochany przez wszystkich. I totalnie nieudolny w strategicznym myśleniu. Każdy pomysł od razu musiał "przetestować" na zespole, żadna decyzja nie była podejmowana w samotności. Efekt? Firma kręciła się w kółko, bo szef nie potrafił usiąść sam, w ciszy, i przemyśleć długofalowej wizji.
Ekstrawertycy mają jedną fundamentalną słabość, o której się rzadko mówi - uzależnienie od zewnętrznej walidacji.
Kiedy czerpiesz energię z reakcji innych ludzi, łatwo wpaść w pułapkę ciągłego szukania aprobaty. Widziałem to u menedżerów, którzy podejmowali fatalne decyzje biznesowe, bo bardziej zależało im na byciu lubianymi niż na byciu skutecznymi.
Pamiętam Kasię - dyrektorkę działu marketingu w średniej wielkości firmie. Ekstrawertyczka z krwi i kości. Każde spotkanie zespołowe to był show. Energia, entuzjazm, wszystkich zapalała do działania. Problem? Nie potrafiła powiedzieć "nie". Każdy pomysł pracownika był "super", każda inicjatywa "rewelacyjna". W efekcie zespół pracował nad 15 projektami jednocześnie, z których żaden nie został dokończony porządnie.
Druga ciemna strona - powierzchowność w relacjach.
Ekstrawertycy często mają dziesiątki znajomych, setki kontaktów na LinkedIn, tysiące obserwujących. Zapytaj ich, ilu z tych ludzi naprawdę ich zna. Prawdziwie zna - wie, co ich trapi, czego się boją, o czym marzą. Odpowiedź bywa bolesna.
Jeden z moich klientów, przedsiębiorca z branży eventowej, przyznał mi kiedyś: "Jan, znam 500 osób po imieniu. I czuję się samotny jak cholera, bo z żadną z nich nie mogę porozmawiać o tym, co naprawdę czuję". To jest cena, o której rzadko się mówi.
Teraz uwaga - coś, co może cię zaskoczyć. Większość naprawdę skutecznych liderów, których spotkałem, to introwerscy ekstrawertycy albo po prostu introwerscy ludzie, którzy nauczyli się funkcjonować w ekstrawertycznym świecie.
Dlaczego?
Introwersja daje ci coś, czego desperacko brakuje w dzisiejszym świecie biznesu - zdolność do głębokiego myślenia. Kiedy nie potrzebujesz natychmiastowej reakcji innych, kiedy potrafisz usiąść sam z problemem i go rozkminiać - masz przewagę konkurencyjną.
Badania psychologiczne pokazują, że introwersja koreluje z wyższą zdolnością do długotrwałej koncentracji i analizy złożonych problemów. Bill Gates co roku wyjeżdża na "tydzień myślenia" - zamyka się w chatce nad jeziorem, bez ludzi, bez rozrywek. Tylko on i książki. Warren Buffett spędza 80% czasu na czytaniu i myśleniu. Sam. Barack Obama, wbrew pozorom, to klasyczny introwertyk, który nauczył się funkcjonować jako przywódca.
Mam klienta - inwestora, który zbudował portfel wartości kilkudziesięciu milionów. Spotkania biznesowe? Maximum dwa dziennie. Resztę czasu spędza na analizie, czytaniu, przemyśleniach. Mówi mi: "Jan, moja przewaga to to, że kiedy inni biegają po eventach networkingowych, ja siedzę i myślę. I podejmuję lepsze decyzje".
Wróćmy do Marcina z początku artykułu. Przez 20 lat udawał ekstrawertyka. Rezultat? Trzy wypalenia zawodowe, problemy z sercem w wieku 42 lat, rozpad małżeństwa.
Dopiero kiedy pozwolił sobie być sobą - introwertykiem, który potrafi się świetnie "włączyć" w tryb ekstrawertyczny na kilka godzin, a potem potrzebuje ciszy - jego życie się zmieniło. Kariera poszła do przodu, zdrowie się poprawiło, relacje się uporządkowały.
Nauczyłem się rozpoznawać "fałszywych ekstrawertyków" po kilku sygnałach:
Jeśli się w tym rozpoznajesz - mam dla ciebie informację. Nie musisz być ekstrawertykiem, żeby odnosić sukcesy. Naprawdę. Żyjemy w czasach, kiedy możesz zbudować milionowy biznes prowadząc newsletter z sypialni (znam takie osoby). Kiedy możesz być skutecznym liderem, nie będąc duszą towarzystwa.
Wypracowałem kilka pytań, które pomagają ludziom zrozumieć, kim naprawdę są:
To nie to samo co "co lubisz". Możesz lubić spotkania towarzyskie i jednocześnie wychodzić z nich wyczerpany. Albo możesz nie lubić spotkań, ale faktycznie czuć się po nich naładowany.
Prawdziwi ekstrawertycy po intensywnym dniu pełnym interakcji są zmęczeni fizycznie, ale psychicznie - na topie. Introwerscy są wyczerpani mentalnie i potrzebują ciszy.
W trakcie rozmowy z kimś czy w samotności, po przemyśleniu?
Ekstrawertycy często myślą "na głos", potrzebują soundboard'u w postaci innych osób. Introwerscy potrzebują czasu i przestrzeni.
Resort all-inclusive pełen ludzi i animacji czy domek w górach z książką?
Nie ma dobrej ani złej odpowiedzi. Jest tylko szczera.
Dzwonisz do znajomych, idziesz na piwo, szukasz towarzystwa? Czy raczej zamykasz się w domu, wyłączasz telefon i potrzebujesz być sam?
To jedna z najbardziej wiarygodnych dróg do odkrycia swojej prawdziwej natury.
Dobra, powiem wprost. Przez pierwsze 5 lat kariery trenerskiej udawałem większego ekstrawertyka, niż jestem naprawdę. Myślałem, że trener to musi być taki Tony Robbins - energia, animacja, show.
Paliłem się w zawrotnym tempie.
Przełom przyszedł, kiedy zacząłem prowadzić mniejsze grupy, robić więcej indywidualnych konsultacji, dawać sobie przestrzeń na regenerację. Paradoksalnie - zacząłem być skuteczniejszy. Bo przestałem grać rolę.
Dziś wiem, że jestem gdzieś pośrodku. Potrafię poprowadzić intensywne szkolenie dla 50 osób i czerpię z tego satysfakcję. Potrzebuję potem dwóch dni ciszy. I już się z tego nie tłumaczę.
Moja skuteczność jako trenera wzrosła nie wtedy, kiedy stałem się bardziej ekstrawertyczny, ale wtedy, kiedy przestałem udawać i zacząłem wykorzystywać swoją naturalną mieszankę cech.
Ekstrawersja nie jest zaletą. Introwersja też nie jest zaletą. To po prostu cechy. Zaleta to umiejętność wykorzystania tego, co masz.
Widziałem ekstrawertyków, którzy budowali imperia biznesowe i takich, którzy wypalali się co dwa lata. Widziałem introwertyków, którzy byli charyzmatycznymi liderami i takich, którzy chowali się za tym jak za wymówką.
Różnica? Autentyczność plus świadome wykorzystanie swoich mocnych stron.
Jeśli jesteś ekstrawertykiem - świetnie. Naucz się samotności i głębokiego myślenia. Jeśli jesteś introwertykiem - doskonale. Naucz się "włączać" ekstrawersję na czas, kiedy jest potrzebna. Jeśli jesteś gdzieś pośrodku - jeszcze lepiej, masz dostęp do obu światów.
Przestań pytać "czy powinienem być bardziej ekstrawertyczny?". Zacznij pytać "jak mogę być najbardziej skuteczną wersją siebie?".
Zrób jedną rzecz: Przez najbliższy tydzień prowadź dziennik energii. Zapisuj, po jakich aktywnościach czujesz się naładowany, a po jakich wyczerpany. Zobaczysz wzór. I przestań udawać.
W biznesie i w życiu nie wygrywają ekstrawertycy ani introwerscy. Wygrywają autentyczni.
Artykuł oparty na 15-letnim doświadczeniu autora w pracy z menedżerami i przedsiębiorcami oraz obserwacjach z praktyki trenerskiej. Odniesienia do badań psychologicznych dotyczą ustalonej wiedzy z zakresu psychologii osobowości na temat związku introwersji z głęboką koncentracją poznawczą.