Autentyczność: dlaczego udajesz kogoś, kim nie jesteś
Większość ludzi, których znam, ma dwa życia. Jedno – to, które żyją. Drugie – to, które chcieliby żyć. I przez całe lata zastanawiałem się, co sprawia, że ta przepaść między nimi jest tak trudna do pokonania. Odpowiedź, którą w końcu znalazłem, jest prosta i nieprzyjemna zarazem: bo sami sobie to utrudniamy. Codziennie, konsekwentnie i ze sporą wprawą.
Autentyczność to nie jest modny termin z poradników motywacyjnych. To nie jest hasło do naklejenia na kubek z kawą. To konkretna umiejętność – i jak każda umiejętność, można się jej nauczyć. Tyle że najpierw trzeba przyznać, że się jej nie ma. A to już jest trudniejsze.
Zanim pójdziemy dalej, chcę ci opowiedzieć o Marcinie. Poznałem go podczas jednego z moich szkoleń kilka lat temu. Dyrektor sprzedaży, 42 lata, garnitur za kilka tysięcy złotych, uścisk dłoni jak z podręcznika i uśmiech, który ćwiczył chyba przed lustrem. Na początku myślałem, że to pewny siebie facet, który ma wszystko poukładane. Po dwóch dniach pracy w grupie okazało się, że jest przerażony – że jeśli przestanie grać rolę twardego szefa, wszyscy go przejrzą. Że odkryją, że nie ma pojęcia, co robi. Że go odrzucą.
To nie jest historia wyjątkowa. To jest historia, którą słyszę w różnych wariantach od osiemnastu lat. Kobieta, która udaje, że wszystko ją bawi, bo boi się, że prawdziwa ona – ta wymagająca, nieznośnie szczera – zostanie sama. Mężczyzna, który mówi innym, że mu zależy na pieniądzach, bo za głupio przyznać, że zależy mu na spokoju i czasie z rodziną. Nastolatek, który słucha muzyki, której nie znosi, żeby pasować do grupy.
Problem z autentycznością zaczyna się bardzo wcześnie. Psychologowie od lat pokazują, że dziecko szybko uczy się, które zachowania są nagradzane, a które nie. Płaczesz – dorośli są zdenerwowani. Siedzisz cicho – wszyscy są zadowoleni. I stopniowo uczysz się przykrajać siebie do oczekiwań otoczenia. To nie jest złośliwość ze strony rodziców czy nauczycieli. To po prostu mechanizm, który pomaga przeżyć w grupie społecznej. Problem w tym, że po latach ten mechanizm zaczyna żyć własnym życiem – i zupełnie zapominasz, kim jesteś bez maski.
Zanim powiem, jak być autentycznym, muszę rozwiać kilka mitów. Bo obserwuję, że wiele osób myli autentyczność z czymś innym – i to myli solidnie.
Autentyczność to nie jest mówienie wszystkiego, co się myśli. Jeśli twój kolega pyta, czy jego prezentacja była dobra, a ty myślisz, że była katastrofalna, nie musisz mu tego wypalać bez żadnego filtra. Szczerość bez empatii to nie autentyczność – to brak kultury.
Autentyczność to nie jest odmawianie zmiany. Słyszałem wiele razy: „taki jestem i koniec”. To nie jest bycie autentycznym. To jest przykrywanie lenistwa i oporu przed rozwojem hasłem o „byciu sobą”. Możesz być sobą i jednocześnie pracować nad swoimi wadami. Jedno nie wyklucza drugiego.
Autentyczność to nie jest ekshibicjonizm emocjonalny. Wylewanie wszystkich emocji przy każdej okazji, wystawianie swoich traum na widok publiczny, bo „tak czuję” – to nie jest odwaga. To często sposób na przyciągnięcie uwagi albo ucieczka przed odpowiedzialnością.
Prawdziwa autentyczność to coś bardziej subtelnego. To zgodność między tym, co myślisz, co czujesz, co mówisz i co robisz. To nie jest stan – to codzienna praktyka.
Mam dla ciebie kilka pytań. Nie odpowiadaj na nie szybko. Usiądź z nimi na chwilę.
Jeśli na większość tych pytań odpowiedź jest trudna albo nieprzyjemna – to dobry znak. Nie chodzi o to, że jesteś w złym miejscu. Dlatego, że zaczynasz patrzeć na siebie uczciwie. I to jest dokładnie punkt startowy.
Autentyczność wymaga wiedzy o tym, kim jesteś. To brzmi banalnie, ale niewielu ludzi naprawdę to wie. Nie na poziomie „lubię pizzę i góry”, tylko na poziomie wartości. Co dla ciebie naprawdę liczy się w życiu? Co jest dla ciebie granicą, której nie przekroczysz? Co sprawia, że czujesz, że żyjesz – nie tylko funkcjonujesz?
Ćwiczenie, które daję moim klientom: weź kartkę i napisz pięć wartości, które są dla ciebie najważniejsze. Nie tych, które powinny być ważne. Tych, które naprawdę kierują twoim życiem. Potem sprawdź, czy twoje codzienne decyzje są z nimi spójne. Najczęściej odkrywasz, że mówisz, że cenisz rodzinę, a spędzasz z nią dwie godziny tygodniowo. Albo że mówisz, że cenisz uczciwość, ale codziennie trochę kombinujesz w różnych sytuacjach. Ta rozbieżność to właśnie miejsce, w którym autentyczność się rozsypuje.
Jedna z najtrudniejszych rzeczy, jakich uczę ludzi, to odmawianie bez katalogu usprawiedliwień. Większość z nas mówi „nie mogę” zamiast „nie chcę”. Bo „nie chcę” wymaga przyznania się do własnych preferencji i narażenia się na ocenę. Tymczasem „nie mogę” jest bezpieczne – sugeruje zewnętrzne ograniczenie, za które nie jesteś odpowiedzialny.
Pamiętam klientkę – nazwijmy ją Anią – która przychodziła na każde urodziny, każde wyjście, każde spotkanie, które ktoś jej zaproponował. I była wyczerpana. Kiedy zapytałem dlaczego, powiedziała: „Bo nie chcę nikogo zawieść”. Kiedy zapytałem, kiedy ostatnio zawiodła siebie – milczała przez długą chwilę. Nauczyła się odmawiać. Nie od razu, nie bez trudnych rozmów, nie bez poczucia winy, które się pojawia na początku. Ale nauczyła się. I zaczęła żyć własnym życiem zamiast być statystką w cudzym kalendarzu.
Zacznij od małych rzeczy. Kiedy ktoś pyta, czy możesz coś zrobić, a ty nie chcesz – powiedz wprost. Nie przepraszaj za to, że masz inne potrzeby. Wyjaśnij, jeśli chcesz. Nie wyjaśniaj, jeśli nie musisz. Twoje „nie” jest pełnym zdaniem.
Obserwuję to szczególnie w ostatnich latach – ludzie spędzają ogromne ilości czasu na kreowaniu obrazu siebie w mediach społecznościowych (ang. social media), w pracy, w towarzystwie. Każde zdjęcie, każdy komentarz, każde słowo jest starannie dobrane pod kątem tego, jak zostanie odebrane. To jest wyczerpujące. I to jest dokładne przeciwieństwo autentyczności.
Zarządzanie wizerunkiem to nieustanny wysiłek, bo wymaga ciągłej kontroli. Autentyczność jest paradoksalnie łatwiejsza – bo nie musisz pamiętać, co powiedziałeś komu i jaką maskę miałeś na sobie podczas której rozmowy. Możesz po prostu być. To nie znaczy, że nie dbasz o to, jak się prezentujesz. Znaczy, że przestajesz budować fałszywy obraz, a zaczynasz pokazywać prawdziwy.
Praktycznie: przez jeden tydzień obserwuj, kiedy coś mówisz lub robisz dlatego, że chcesz wywrzeć określone wrażenie na kimś. Nie oceniaj się za to. Po prostu notuj. Pod koniec tygodnia przejrzyj listę. To będzie mapa miejsc, w których autentyczność wymaga pracy.
Wiem, że niektórzy myślą, że bycie autentycznym to takie szlachetne, ale niepraktyczne podejście do życia. Że w realu (w rzeczywistości) trzeba się dopasowywać, grać gry, udawać. Chcę z tym polemizować – i to mocno.
Badania Brené Brown, amerykańskiej badaczki (profesor Uniwersytetu Houston), pokazują wyraźnie, że osoby, które żyją autentycznie, mają wyższe poczucie własnej wartości, lepsze relacje i większą odporność psychiczną. To nie jest przypadek – to logiczne. Kiedy nie musisz udawać, masz energię na prawdziwe działanie. Kiedy twoje relacje są oparte na tym, kim naprawdę jesteś, są trwalsze i głębsze. Kiedy podejmujesz decyzje zgodne z własnymi wartościami, masz mniejszy dysonans poznawczy (czyli wewnętrzny konflikt między przekonaniami a działaniami) i większy spokój.
Z mojego doświadczenia jako trenera: ludzie autentyczni są też skuteczniejsi w pracy. Nie chodzi o to, że są milsi. Dlatego, że są przewidywalni w dobrym sensie – wiadomo, na czym z nimi stoisz. Inni im ufają. Ich „tak” znaczy tak, a „nie” znaczy nie. I to jest w biznesie warte więcej niż najlepszy wizerunek.
Wróćmy do Marcina z początku. Tydzień po szkoleniu dostałem od niego wiadomość. Napisał, że na spotkaniu z zespołem powiedział im – po raz pierwszy – że nie wie, jak rozwiązać pewien problem i potrzebuje ich pomysłów. Spodziewał się, że straci autorytet. Zamiast tego dostał od nich więcej zaangażowania niż przez ostatnie dwa lata. Bo w końcu poczuli, że pracują z człowiekiem, a nie z rolą.
Nie namawiam cię do rewolucji. Rewolucje rzadko działają – w psychologii osobistej szczególnie. Namawiam cię do jednego kroku. Jednej decyzji dzisiaj, która będzie bardziej twoja niż performans (pokaz) dla innych.
Może to być rozmowa, w której powiesz to, co naprawdę myślisz, zamiast to, co powinno się mówić. Może to być odmowa, którą masz już w gardle od tygodnia. Może to być przyznanie się do czegoś, z czego się wstydzisz – komuś, komu ufasz. Może to być rezygnacja z jednej aktywności, którą robisz bo wypada.
Autentyczność buduje się z małych kroków. I z odwagi, żeby je stawiać. Nie masz gwarancji, że wszyscy wokół będą zachwyceni. Masz za to gwarancję, że zaczniesz w końcu żyć własnym życiem. A to, z mojego doświadczenia, jest warte każdego dyskomfortu po drodze.
Pytanie nie brzmi: „Czy mogę sobie pozwolić na autentyczność?”. Pytanie brzmi: „Czy mogę sobie pozwolić na jej brak – jeszcze przez kolejne lata?”